Archiwum

Archive for the ‘festiwal’ Category

#389 Pierwsi goście na Bałtyckim Festiwalu Komiksu

Nie mam w zwyczaju robić dwóch postów dziennie, ale to jest mega news. Takie oto info widnieje na koncie Ashley Templesmith na Instagramie:

10955435_1626954264190258_1039006287_nNo to wiecie już kto będzie gościem w tym roku na Bałtyckim Festiwalu Komiksowym. Mam nadzieję, że Ben Templesmith przywiezie cokolwiek ze swojego nowego komiksu opartego na mitologii Cthulhu.

Reklamy

#386 subiektywnie o 4 Krakowskim Festiwalu Komiksowym

krakowski_festiwal_komiksu_2015_1_20150306_1275117472W sobotę do południa wybrałem się do Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej na 4 już Krakowski Festiwal Komiksowy. Była to moja pierwsza styczność z tą imprezą i muszę przyznać, zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony. Świetne miejsce, czyli trzypiętrowy budynek Arteteki, ze sporą ilością przestrzeni. Dużo atrakcji oraz tłumy ludzi, które tylko potwierdziły, że warto było wyjść z domu w tą deszczową sobotę.

Na miejscu pojawiłem się jakoś po 11, czyli byłem w sumie od samego początku. Najpierw zwiedziłem cały budynek i zorientowałem się co i gdzie się odbywa. Następnie postanowiłem zwiedzić część targową, gdzie wystawiało się kilka sklepów i wydawnictw. Z racji tego, że raczej wszystko kupuję na bieżąco, to z całej imprezy wyszedłem tylko z dwoma komiksami. Co jak na mnie bardzo skromnie. Przy okazji tak w ramach ciekawostki, pierwszy raz kupiłem jakąś nowość za cenę większą od okładkowej. No ale różnica nie była spora, a Stephen Collins od razu wrysował mi piękną ilustrację z autografem, więc było warto dać te kilka groszy więcej.

Chwilę później udałem się na pierwsze spotkanie autorskie z Jakubem Sytym i Przemysławem Surmą, którzy opowiadali o swojej pracy nad Kubatu. Jest to ich komiks skierowany dla dzieci, a wydany dzięki zajęciu trzeciego miejsca w konkursie im. Janusza Christy. W sumie niczego się nie spodziewałem po tym spotkaniu, a bardzo miło spędziłem czas. Przy okazji dowiedziałem się jak powstaje taki komiks. Miałem również wgląd w  scenariusz i w dużej mierze rozrysowany już drugi album tej serii oraz poznałem historię jak wygląda współpraca z tak wielkim wydawnictwem jak Egmont.

Następne spotkanie z Tomaszem Samojlikiem miałem w planach od samego początku. Co ciekawe, nie przeczytałem jeszcze nic tego autora. Jednak teraz jestem pewien, że przy następnych zakupach zamówię sporo jego tytułów. Ten człowiek mnie po prostu oczarował. Za dnia naukowiec, a po nocach twórca komiksów, książek dla dzieci i wielki popularyzator wiedzy przyrodniczej. Człowiek mówiący z taką pasją o przyrodzie i wszelkich swoich projektach, że to musi się przekładać na świetne książki i komiksy. Do tego opowiadający o swojej pracy w arcyciekawy sposób i bardzo często z humorem. Od spotkania pana Tomasza będę mu bardzo kibicował i wspierał swoim portfelem.

Następnie w planie miałem prelekcję Joachima Tumanowicza pt. New Universe – uniwersum Marvela zamiecione pod dywan, które zapowiadało się bardzo ciekawie. Tylko niestety trafiło mi się miejsce, z którego nie widziałem slajdów będących integralną częścią wykładu. Z tego powodu odpuściłem i poszedłem na spotkanie z Demem. Jego fenomen jest dla mnie dość spora zagadką i tylko niektóre jego komiksy uważam za udane, ale widać jestem w mniejszości. Ilość widowni będąca na spotkaniu z nim była bardzo imponująca. Chyba śmiało można je nazwać najbardziej obleganym z  całego festiwalu. Dobrze więc, że został zaproszony. W końcu to goście przyciągają najwięcej odwiedzających. Ja sam wytrzymałem raptem z 5 minut, ale cała reszta wyglądała na szczęśliwą i w pełni zadowoloną.

Po tym spotkaniu uznałem, że już czas udać się do domu. Może nie zabawiłem długo, ale nawet te kilka godzin pozwoliło mi się świetnie bawić. Cała impreza została bardzo dobrze rozplanowana, ponownie muszę wspomnieć o świetnym wyborze miejsca. N  ie zabrakło też atrakcji dla najmłodszych, którzy może kiedyś będą następnym pokoleniem czytelników naszych ulubionych komiksów. Poza tym była to impreza gdzie każdy z nas spokojnie znalazłby coś interesującego dla siebie. Było miło, zabawnie, czasem pouczająco, a dzięki świetnym cosplayerom każdy mógł poczuć się choć przez chwilę jak superbohater. Na poprzednich edycjach jakoś nie mogłem się pojawić, ale od teraz będę już specjalnie rezerwował czas na tą imprezę. Oby tylko odbywała się regularnie w jakichś przybliżonych terminach.

#351 subiektywnie o MFKiG 2014

Ostatni weekend spędziliśmy w Łodzi na Międzynarodowy Festiwalu Komiksu i Gier. Dokładnie pięć lat temu pojechałem tam pierwszy raz, a teraz udało się to powtórzyć. Długo się zastanawiałem jak podejść do tematu i podzielić się z wami swoimi odczuciami. W międzyczasie w sieci pojawiło się już kilka relacji z tego wydarzenia, a ja nie mam zamiaru powtarzać wszystkiego po nich. Skupię się, na tym co najbardziej mnie interesowało.

Na sam początek trochę ponarzekam. Oczywiście jak każdemu komiksiarzowi, marzyło mi się dostać rysunek od Andreasa. Dlatego też wstałem w sobotę o 7 rano i pognałem przed Atlas Arenę. Tam niestety czekała już na mnie kolejka i byłem tak na oko na 50 pozycji. Jednocześnie zauważyłem, że do środka wchodzą wystawcy i ich znajomi, co moje szanse na zdobycie dobrego miejsca automatycznie zmniejszało. Gdy brama już w końcu została otwarta popędziłem na płytę obiektu, a tam wszelkie moje nadzieje się ulotniły. Mianowicie był tam już uformowany łańcuszek ludzi po numerki do autografów, a ja byłem jakiś 60 w kolejce. Ponadto zdaję sobie sprawę, że gwiazdy rysują zazwyczaj po kilkanaście rysunków, a potem łaskawie drugie tyle autografów. Czyli do Andreasa już nie było po co stać. Jednak jakoś łudząc się postaliśmy jeszcze z godzinkę, a potem upewniwszy się, że to nie ma sensu olaliśmy sprawę. Tyle z narzekania i jak co roku wszyscy marudzą tylko o jednym co świetnie widać chociażby na forum gildii. Organizatorzy mogliby w końcu jakoś sensownie rozwiązać ten problem.

Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. (W przyrodzie zawsze działa również ta zasada odwrotnie!) Mianowicie wiedziałem, że na stoisku Multiversum ma być kilka komiksów w rozsądnych cenach, na które miałem chrapkę więc zostawiłem moją ukochaną w kolejce z akapitu powyżej, a sam udałem się na polowanie. Gdy dotarłem na stoisko ok 9.20 moim oczom ukazał się wspaniały widok. Ludzie dosłownie brali po kilkanaście komiksów i pędzi z nimi do kasy. Każdy zachowywał się jak szaleni konsumenci na poświątecznych wyprzedażach. Piękny widok to był. Ja natomiast zadowoliłem się czterotomowym wydaniem Plague of the Frogs. Co zaowocowało tym, że przy kasie pozbyłem się 3/5 budżetu przeznaczonego na całe zakupy!

W drodze powrotnej na płytę zahaczyłem jeszcze o stoisko Kultury Gniewu z nadzieją na ich słynne pudełko z uszkodzonymi komiksami. Cały pic polega na tym, że są przecenione o 50%, a uszkodzeń praktycznie żadnych. Niestety nie znalazłem w nim nic co by mnie interesowało, ale za to stał tam Marcin Podolec. Od razu zakupiłem jego najnowszy komiks Pogląd, do spółki stworzony z Danielem Chmielewskim i poprosiłem go o autograf. Tutaj nastąpiło  coś bardzo miłego. Mianowicie Marcin nie miał gdzie usiąść, aby wygodnie mi coś narysować. Więc zaproponował abym zostawił mu ten komiks, a on w nim coś stworzy i będzie potem do odbioru na stoisku KG. Zgodziłem się na to, prosząc go przy okazji o wspólne zdjęcie (hasztag selfie), które okazało się pomysłem na cały wyjazd. Pięknie podziękowałem i udałem się do mojej ukochanej.

Jak już w końcu zrezygnowaliśmy ze stania w tej niemądrej kolejce, to udaliśmy się na wspólne zwiedzanie, dzięki któremu zdobyliśmy wiele wspaniałych rzeczy oraz kilkanaście świetnych zdjęć. Byliśmy na stoisku KG kilka razy i tam otrzymaliśmy rysunki Śledzia i Mateusza Skutnika. Obaj panowie okazali się bardzo miłymi ludźmi chętnie rozmawiającymi o swej pracy. Potem spotkaliśmy jeszcze Przemka Truścińskiego z którym plotkowałem o cosplay’u, co samo w sobie było lekko abstrakcyjne. Była też ekipa z Bum Projekt, Maciej Łazowski u którego nabyliśmy komiks i jeden z oryginalnych pasków. Wszystko to razem jakoś zrekompensowało mi trochę nieudany poranek.

Wieczorem natomiast udaliśmy się na after party całej imprezy, bo na galę wręczania nagród jakoś nie zdążyliśmy. Konsumpcja wina okazała się ważniejsza. To zasługuje na osobnych kilka słów, bo to co się tam działo to istne szaleństwo. Mianowicie na początku jakoś spokojnie to wszystko przebiegało i nie mogliśmy się wpasować z moją konkubiną. Jednak nie wiem z czego to wynikło, podszedłem do Mateusza Skutnika i poprosiłem go o wspólne zdjęcie, bo podczas autografu zapomniałem o tym. On się zgodził bez problemu i jakoś tak mnie to rozochociło, że potem już moja kolekcja zaczęła się rozrastać w strasznym tempie co możecie zobaczyć poniżej. Najlepsze było jednak, gdy na sali pojawił się Rosiński w towarzystwie Jean Van Hamme. Powiedziałem mojej ukochanej, aby potrzymała mi napój, a ja idę spróbować szczęścia. Ona odrzekła: tylko się nie nastawiaj, że się uda! Więc ja raczej nieśmiało podchodzę, zagaduję i nic. Aż tu nagle jakiś nastukany koleś bezpardonowo przerywa ich rozmowę i dziękuje za wszystkie komiksy jakie razem zrobili. Przełamał lody, mi się udało w końcu zagadać i Grzesiu zgodził się na zdjęcie, tylko powiedział abym chwilkę poczekał. W tym czasie Van Hamme zaczął wychodzić, więc ja zrobiłem smutną minę. To zwróciło uwagę jego tłumaczki i spytała o co chodzi. Ja, że chciałem zdjęcie na co ona pobiegła za nim i załatwiła wszystko za mnie! Potem foto z Grzesiem i rozpoczęło się szaleństwo do którego dołączyli się: Bartosz Sztybor (który jak ze mną rozmawiał to miałem wrażenie, że się ze mnie nabija), Jacek Frąś, Karol Konwerski, Krzysiek Ostrowski, Tomasz Leśniak, Szymon Holcman, Rafał Skarżycki, Ramon Perez, Przemysław Pawełek, Marzena Sowa, Krzysztof Gawronkiewicz, Artur Wabik, Piotr Nowacki i jeszcze kilku innych. Ominął mnie niestety moment kiedy to moja ukochana pląsała na parkiecie z Rosińskim! Ogólnie na parkiecie było potem najciekawiej. Każdy tańczył w rytm muzyki radośnie w doborowym towarzystwie, niczym się nie krępując.

Co do samej niedzieli to niestety nie mam o niej za dużo do powiedzenia. Dotarłem na nią dopiero ok godziny 11, a o 14 wyjeżdżałem. Z pewnością jestem pełen podziwu dla wszystkich wystawców, że zjawili się z samego rana, bo co poniektórzy bawili się na after party iście szampańsko i zawsze z klasą. Poza tym uczestniczyłem w dwóch prelekcjach ze Śledziem i Andreasem. Pierwsze było dość luźne w atmosferze i raczej na nim plotkowałem bo nie interesują mnie relacje mieszkańców Bydgoszczy i chyba Torunia. Z kolei na drugim padały ciekawe pytania o wpływ architektury na prace autora i jego ewentualne powiązania z wolnomularzami.

Podsumowując więc to wszystko na koniec. Z punktu widzenia uczestnika impreza sama w sobie ma do poprawy jedynie problem z otrzymywaniem autografów od tych najbardziej znanych. Nie wiem jak temu zaradzić, ale może by tak wprowadzić z konwentów z za wielkiej wody, gdzie obrazki otrzymuje się za określoną kwotę? Jednak z plusów to tym razem jakoś mniej czułem się skrępowany, aby podejść i zagadać do wszystkich tych, których podziwiam i szanuję za ich pracę. Co do jednego  okazali się wspaniałymi ludźmi z poczuciem humoru i chętnych do takich rozmów. Jest to miłe i dzięki temu wyjazd będę jeszcze długo wspominał z uśmiechem na twarzy. Poza tym jest to impreza, na której naprawdę trudno się nudzić. Samo zwiedzenie wszystkich stoisk zajmuje kupę czasu i można na nich znaleźć mnóstwo świetnych rzeczy. Do tego prelekcje, turnieje gier, cosplay. To wszystko sprawia, że robi się z tego całkiem spore święto dla każdego geeka i to jest chyba najlepsza podsumowanie całej imprezy.

#303 III Krakowski Festiwal Komiksu 2014

krakPozwolę sobie na sam początek zacytować informację w prost ze źródła:

Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Krakowie w ramach Małopolskiego Studia Komiksu oraz Krakowskie Stowarzyszenie Komiksowe zapraszają 5. kwietnia 2014 do Arteteki WBP w Krakowie na III Krakowski Festiwal Komiksu.

Głównym celem Festiwalu jest promocja komiksu jako dziedziny sztuki, integracja twórców i miłośników komiksu oraz poszerzenie wiedzy na temat najciekawszych zjawisk i trendów z obszaru kultury obrazkowej.

Gośćmi tegorocznej edycji będą: Katarzyna Babis, Jakub Dębski, Daniel Grzeszkiewicz, Daniel Gutowski, Michał Rzecznik, Robert Sienicki, Mateusz Skutnik, Dominik Szcześniak, Bartosz Sztybor. Podczas trwania imprezy odbędzie się krakowska premiera komiksu „Miasto z widokiem”, której gośćmi będą: Jakub Babczyński, Paweł Garwol, Tomasz Kleszcz.

Odwiedzających festiwal gości witać będzie Simeon Genew – artysta grafik, malujący na żywo komiksowe obrazy na płótnie.

Na miłośników komiksu czekać będzie także wystawa grafik Daniela Grzeszkiewicza. Nowością w programie festiwalu jest konferencja dotycząca obecności komiksu w bibliotekach, podczas której głos zabiorą przedstawiciele wydawnictw komiksowych oraz środowisko bibliotekarskie. Przygotowane zostały również atrakcje dla najmłodszych fanów kolorowych obrazków: na specjalnych warsztatach pod okiem Rafała Szłapy dzieci nauczą się jak stworzyć własny komiks. Tradycją każdej edycji festiwalu jest bitwa komiksowa, czyli pojedynki na pisaki, podczas których komiksowi artyści zmierzą się z tematami zadanymi prze publiczność na temat zadany przez publiczność. Jak co roku przez cały dzień trwać będzie giełda komiksowa, strefa gdzie ciekawe pozycje znajdzie dla siebie nie tylko wytrawny kolekcjoner ale również każdy amator komiksów.

Program

11:30 (I piętro) Oficjalne otwarcie festiwalu.

11:45 (II piętro) Otwarcie wystawy prac Daniela Grzeszkiewicza.

12:00 – 13:30 (I piętro) Konferencja dot. obecności komiksu w bibliotekach. Analiza procedur zakupu komiksów do zbiorów. Gośćmi spotkania będą: Wojtek Szot (Wydawnictwo Komiksowe, Sklep komiksowy Gildia.pl), Szymon Holcman (Kultura Gniewu), oraz bibliotekarze z krakowskich bibliotek.

Prowadzenie: Michał Jankowski, Artur Wabik.

12:00 – 13:30 (II piętro) Spotkanie z Bartoszem Sztyborem i Dominikiem Szczęśniakiem.

13:30 – 15:00 (I piętro) Krakowska premiera komiksu „Miasto z Widokiem”. Gośćmi spotkania będą: Tomasz Kleszcz, Paweł Garwol, Jakub Babczyński.

Prowadzenie: Artur Wabik.

13:30 – 15:00 (II piętro) Warsztaty dla dzieci.

Prowadzenie: Rafal Szlapa.

15:00 – 16:30 (I piętro) Spotkanie z Jakubem DEM Dębski.

Prowadzenie: Jędrzej Chojnacki.

15:00 – 16:30 (II piętro) Spotkanie z Danielem Gutowskim i Michałem Rzecznikiem. Prowadzenie: Rafał Stanowski.

16:30 – 18:00 (I piętro) Spotkanie z Katarzyną Babis i Danielem Grzeszkiewiczem. Prowadzenie: Andrea Sierra.

16:30 – 18:00 (II piętro) Spotkanie z Robertem Sienickim. 10-lecie pracy twórczej

18:00 – 19:30 (I piętro) Spotkanie z Mateuszem Skutnikiem.

Prowadzenie: Artur Wabik.

20:00 – 22:00 (I piętro) Bitwa komiksowa.

Po wszystkich atrakcjach dnia AFTER PARTY.

Cholera muszę powiedzieć, że cały program bardzo mi się podoba. Na samą myśl o spotkaniu z Mateuszem Skutnikiem, który w moim mniemaniu jest niezwykle utalentowanym i zdyscyplinowanym twórcą, bardzo mi przykro, że mnie nie będzie. Z kolei, gdy przypomnę sobie galę rozdania nagród na MFKiG w Łodzi w 2009 roku to smutno mi na myśl, że ominie mnie spotkanie z Bartoszem Sztyborem. Jednak to co mnie bardzo zastanawia, to jedna wielka medialna cisza odnośnie tego wydarzenia? Do samej imprezy zostały dwa tygodnie, a tutaj kompletna cisza! Na żadnym z czołowych portali zajmujących się komiksem nie znalazłem ani jednej notki. Na facebooku cisza. Jedyną informację jaką znalazłem to na stronie Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie oraz na stronie Zinola. Prędzej miałem informację o tym wydarzeniu od znajomego w tajemnicy, niż gdziekolwiek o niej napisali i to jest smutne. Mam nadzieję że info się jeszcze mocno rozniesie i frekwencja będzie duża. Ja sam niestety się nie pojawię, nad czym ubolewam niezmiernie. Jednak w tym terminie ma urodziny mój serdeczny i wieloletni przyjaciel i muszę być w innym miejscu. Może w przyszłym roku się uda.

#159 Off festiwal 2012 dzień pierwszy i jedyny

W końcu po długim i burzliwym planowaniu udało się nam z Moniką wyjechać na piątkowe koncerty tegorocznego festiwalu. Spakowani i zadowoleni wsiedliśmy do samochodu i jakoś po półtorej godziny jazdy byliśmy już na miejscu. Po drodze doszliśmy do wniosku, że ładnie byłoby ze strony organizatorów jakby dawali jakieś znaki przed Katowicami i już w samym mieście jak dojechać na miejsce festiwalu. Pewnie koszt takiego przedsięwzięcia niewielki, a jak bardzo ułatwiłby sprawę. Drugim minusem okazało się parkowanie w pobliżu imprezy. Byliśmy na miejscu ok godziny 17 i sporym wyczynem było znalezienie jakiegoś wolnego miejsca. Dodatkowo na parkingu gdzie było można parkować pod skosem, prawie wszyscy zaparkowali równolegle i jeszcze w takich odstępach od siebie, że dramat. Jakby zrobili to zgodnie ze znakiem to miejsc byłoby znacznie więcej. W końcu znaleźliśmy jakiś płaty parking i pozostawili na nim samochód. Trzecim i ostatnim niemiłym zaskoczeniem były ceny biletów. Zdajemy sobie sprawę, że to my zawaliliśmy, bo postanowiliśmy kupować bilety w dniu imprezy, ale nie przypominam sobie, aby gdzieś na stronie pisało, że zdrożeją prawie dwukrotnie! No przegięcie moim zdaniem bardzo duże, jednak mówi się trudno i żyje się dalej.

Samo miejsce festiwalu jest świetne. Bardzo dobrze rozplanowane są sceny, gdzie nie zagłusza jedna drugą. Również nie trzeba pokonywać kilometrów podczas wędrówki między nimi co jest olbrzymim plusem. Na miejscu oczywiście można również coś przekąsić oraz wypić. Mile zaskoczyły nas ceny wszelkiej gastronomi, ponieważ były na normalnym poziomie, co zawsze jest ok.

Co do samych koncertów. Rozpoczęliśmy od reklamowanej przez samego Rojka Savages. Panie grały dobrego brudnego rocka, ale jakoś tak po pół godzinie nas znudziły i postanowiliśmy zwiedzić strefę gastro. Następny w kolejce znajdował się Converge, który według słów mojej bardzo dobrej znajomej miał mnie zniszczyć. Nie powiem, chłopaki dobrze grają, łoją aż miło. Manierę na scenie mają typową jak kapela HC, ale niestety też jakoś bez większych emocji. Jednak następny koncert był dla mnie najmilszym zaskoczeniem całego dnia. Mianowicie udaliśmy się na koncert Chromatics reklamowanych tym, że znajdują się na ścieżce dźwiękowej do Drive, który dla mnie był mocno przereklamowany i raczej unikam wszystkiego co z nim związane. Jednak na koncert się udałem i zastałem bardzo przyjemną lekko taneczną muzykę, która w momencie mocnej ulewy wspaniale podnosiła na duchy. Po nich poszliśmy na występ Death in Vegas, którzy mile mnie zaskoczyli. Na początku grali pięknie rockowo, aby potem przejść bardziej w spokojne brzmienie w kierunku elektroniki. Niestety część elektroniczną mieli dość monotonną co niestety zaowocowało u nas kolejną wyprawą do strefy jedzenia i picia. Następnie zaliczyłem mega bieganie od sceny do sceny. Mianowicie udaliśmy się na scenę eksperymentalną na anbb: alva noto & blixa bargeld, gdzie spodziewałem się maksymalnie połamanej elektroniki w połączeniu z klimatem z wieców ideologicznych. Zamiast tego otrzymałem jakieś monotonne i spokojne pobrzękiwanie z melorecytacją po niemiecku. Usnąć można było na tym więc uciekliśmy. Mazzy Star również niestety mocno nudził i usypiał więc udaliśmy się przypadkiem na Charles Bradley and His Extraordinaires. Pan z orkiestrą w świecących butach i pasie w spodniach śpiewał coś w okolicach rock’n’rollowych kawałków w połączeniu może z blusem. Pan już wiekowy, jednak mógł się pochwalić pięknym głosem czarnego muzyka i zdolnością rozkręcania wspaniałej imprezy. Na sam koniec zostało nam już tylko Metronomy, dające świetny taneczny koncert w klimatach typowego rocka z wysp, co spowodowało nucenie przeze mnie jednego kawałka jeszcze przez całą sobotę. Wisienką na torcie miał być koncert Atari Teenage Riot, które poza tym, że zrobiło ścianę dźwięku to jest strasznie monotonne i nudne. Zawiodłem się dość mocno i nawet nie zostaliśmy do końca uciekając do domu.

Tak w sumie to z całego festiwalu najbardziej podobał mi się klimat imprezy. Mocno piknikowy, wyluzowany i spokojny. Świetne jest rozplanowanie samego festiwalu z tym, że blisko wszędzie i kończy się jeden koncert, to od razu rozpoczyna kolejny. Myślę, że w przyszłym roku mógłbym się udać na całą imprezę. Na sam koniec taki bonus. Trzeci raz podchodziłem do koncertu Battles i po raz kolejny poległem. Mam strasznego pecha z tą kapelą i zaczynam się zastanawiać, czy kiedykolwiek uda mi się ich zobaczyć na żywo

#152 Heineken Open’er Festival 2012

No i w końcu po wielu zawirowaniach i trudach udało mi się pojechać w tym roku na festiwal. Był to już w sumie mój 5 wyjazd, po czteroletniej przerwie od 2008 roku. Miała być relacja z każdego dnia osobno, ale niestety już na miejscu były problemy z dostępem do internetu więc teraz powstanie jedna zbiorcza.

Dzień 1

Wszystko zaczęło się od krótkiego pobytu na koncercie Fisz Emade Tworzywo, których widziałem już kilka razy. Fisz jak zwykle wspaniały.  Załapałem się nawet na Narkotyk, ale niestety nie na Sznurowadła. Niestety nie było mi dane zostać za długo bo musiałem biec na występ formacji z Czech o nazwie Dva. Ja ich osobiście znam najlepiej jako autorów ścieżki dźwiękowej do gdy Botonicula, która swoją drogą dobra jest godna polecenia. Sam występ lekko mnie zaskoczył. Na scenie Pan z Panią przygrywający na instrumentach coś niezwykle pociesznego i miłego. Pani za to robiła dziwne i śmieszne miny, co razem z jej ruchami scenicznymi tworzyło strasznie radosny klimat. Jednak tutaj też zabawiłem jakoś z 30 minut bo było trzeba znowu biec na The Kills, których nie słucham i kompletnie nie znam. Jednak chciałem zobaczyć i jakoś nawet teraz nie pamiętam jak było, co chyba samo mówi za siebie. Następny był w kolejce Yeasayer, którego tym razem posłuchałem trochę przed wyjazdem i spodziewałem się nastrojowego koncertu. Taki też dostałem, ale jakoś specjalnie nie umiał mnie porwać więc olałem sprawę i pobiegłem na moją ukochaną Bjork. Był to już drugi raz, gdy ją widziałem i znowu było wspaniale. Sporo kawałków z ostatniej płyty Biophilia przeplatanych starszymi klasykami. Ogólnie cały koncert niezwykle nastrojowy, co nie przeszkadzało, aby czasem potańczyć np. przy Crystalline gdzie pod koniec kawałka na scenie i przed nią zapanowało istne szaleństwo tańczenia. Były oczywiście również Joga, All is Full of Love, Pluto i Pogan Poetry. Wizualizacje miała ogólnie związane z przyrodą, co mi się bardzo podobało. Miała również podwieszoną olbrzymią cewkę tworzącą prąd podwieszoną na scenie. Co w połączeniu z odpowiednimi wizualizacjami dawało świetny efekt. Następnie widziałem The Ting Tings przy których się trochę pobujałem i spędziłem dobrze czas. Jednak ich twórczości też nie znam w sumie więc nic więcej nie napiszę, ale koncert się podobał. Na sam koniec był przewidziany Orbital którego z olbrzymim żalem niestety odpuściłem. Byłem już tak padnięty po podróży, że zasypiałem na stojąco, a do koncertu miałem jeszcze ponad godzinę czekania.

Dzień 2

Ten dzień zaczął się od występu Dry the River którzy jak dla mnie dali jeden z najlepszych koncertów na całym feście. Na płycie są raczej spokojni i tak powiedziałbym lekko rockowi. Na koncercie natomiast stworzyli wspaniały klimat grając kawałki dalej spokojnie i nastrojowo, ale każdy z nich kończąc improwizacją jak dla mnie zmierzającą w kierunku metalu. Ze wspaniałym oświetleniem hałas, który płynął ze sceny robił piorunujące wrażenie. Miłe również było jak zespół ze sceny szczerze dziękował za przyjście na ten koncert i chyba naprawdę nie spodziewali się aż tylu osób, co też kilka razy przyznali. Następnie udałem się na eksperyment panów Pendereckiego/greenwood, który był dość dziwny. Bardzo mnie rozwalił tekst pana Pendereckiego, który w przerwie między kawałkami przyznał, że w sumie następny kawałek jaki zaraz poleci to powstał w zakładzie psychiatrycznym gdzie pacjentom puszczał swoją muzykę i rejestrował ich zachowanie. Sam koncert brzmiał jak ścieżka dźwiękowa jakiegoś horroru, co przy całym miasteczku festiwalowym skąpanym we mgle tworzyło bardzo ciekawy efekt. Jednak po jakiś 30 minutach miałem już dość i podziękowałem. Następnym występem, na który trafiłem przypadkiem, był Major Lazer. Kapelka, której w ogóle nie znam, poleciły mi ją jakieś dwie dziewczyny w kolejce po piwo, ale przez pierwsze pół godziny wytańczyłem się jak wariat co okazało się świetną wprawką przed gwiazdą dnia, czyli Justice. Panowie grali kawałki ze swoich dwóch płyt, łącząc ze sobą różne utwory i tworząc totalnie taneczną muzykę. Był Stress, Civilization, On’ n’ On, D.A.N.C.E., phantom pt. 2, a kawałek We Are Your Friends został hymnem całego festiwalu. Jeszcze chyba nigdy nie widziałem, aby tak dużo osób na raz tak świetnie się bawiło. Muzyka jaką zaprezentowali wraz z oświetleniem i wizualami stworzyło moim zdaniem jeden z najlepszych koncertów imprezy.

Dzień 3

Tego dnia widziałem już po raz kolejny Bloc Party wraz z Franz Ferdinand ale jakoś specjalnie mnie nie poniosło. Co prawda przy tym drugim nawet troszkę potańczyłem ale jakoś bez specjalnego szaleństwa. Dwie kapele, sprawnie występujące, ale nic specjalnego. Jak dla mnie idealnie nadają się na przerywniki festiwalowe w oczekiwaniu na coś lepszego, czym tego dnia był występ M83. Na płytach są raczej spokojni i nastrojowi. Na koncercie za to dalej bardzo nastrojowo, ale równocześnie jakoś tak wzniośle, znacznie bardziej tanecznie i z wspaniałym oświetleniem. Wszystko to stworzyło niesamowity klimat co było świetnie widać po publiczności, która bawiła się w najlepsze. Jeden z tych koncertów, który zapamiętam na bardzo długo. Mistrzostwo świata i mam już ochotę pojechać na ich kolejny występ gdzieś w niedalekiej przyszłości. Na sam koniec zobaczyłem fragment The Cardigans. Nigdy ich nie słuchałem, kojarzę kilka tylko kawałków, ale jak byłem to zagrali akurat My Favourite Game i Lovefool więc potańczyłem i poszedłem spać.

Dzień 4

Ostatniego dnia widziałem w sumie tylko trzy koncerty w całości. Pierwszym były Świetliki na który sam chciałem jakość iść po mimo tego, że nigdy ich nie słuchałem. Świetna sprawa z wspaniałym wokalistą w postaci Marcina Świetlickiego. Bardzo charyzmatyczna postać dużo mówiąca między kawałkami, ale mądrze i zabawnie co tworzyło miły klimat i jakby więź relacji między tymi na scenie, a przed nią. Dobry koncert, który zachęcił mnie do zapoznania się z poezją Świetlickiego i dokonaniami zespołu. Następnie dosłownie na dwa kawałki zostałem na Bat for Lashes tylko dlatego aby pędzić przez całe miasteczko festiwalowe (swoją drogą jestem ciekaw jaka jest odległość między główną sceną a namiotem) na jeden z najbardziej oczekiwanych przeze mnie koncertów, czyli The Mars Volta. Koncert, który okazał się dla mnie największym zawodem całej imprezy. Panowie na scenie coś tam grali, ale raczej tworzyli hałas, który z poprzednich płyt niezwykle mi się podobał, natomiast teraz jest ciężko strawny. Dodatkowo wokalista rzucał co chwila niewybrednymi żartami i zachowywał się jak rozkapryszana gwiazda co naprawdę ciężko się oglądało. Tak bardzo się zawiodłem, że nawet nie zostałem do końca koncertu. Jednak następny w kolejce był The XX, którzy bez dyskusji dali najlepszy koncert imprezy. Na płytach są bardzo klimatyczni i spokojni, co na scenie świetnie się sprawdziło. Całą strona wizualna bardzo kojarzyła mi się z występem Sigur Ross, który miałem okazję widzieć klika już ładnych lat temu na tej samej scenie. The XX zagrał w większości kawałki ze swojej jedynej płyty i chyba z 5 nowych co bardzo dobrze zapowiada nową płytę na którą i tak już czekam z niecierpliwością. Dali tak piękny, nastrojowy i przepełniony uczuciami koncert, że aż trudno to opisać. Zostanie na bardzo długo w mojej pamięci.

Co do samego festiwalu to niestety miałem pecha i padało praktycznie każdego dnia, jednak na szczęście tylko jakoś nad ranem gdy byłem już w namiocie. Organizacja całej imprezy taka sobie moim zdaniem, bo pryszniców było dość mało, z zimną wodą i totalnie brudnych z powodu wszechogarniającego błota. Do pryszniców z ciepłą wodą, które były płatne 3 zł była tak olbrzymia kolejka, że podziękowałem. Dodatkowym minusem był zakaz wnoszenia piwa i jedzenia pod scenę, że tak się wyrażę, co zmuszało do wyboru koncertu, albo gastronomi. Dodatkowo pole namiotowe uzmysłowiło mi, że ja jestem chyba mizantropem, bo ludzie doprowadzają mnie do szału, a w szczególności pijani, na polu namiotowym w okolicach 4 rano. Poza tym wszystko było ok. Kapele zaczynały grać punktualnie, świetnie były nagłośnione i prezentowane ze sceny. Miałem bardzo miłe towarzystwo więc w sumie wszystko ok. Nie okłamujmy się i tak jechałem tam tylko dla muzyki, a to wyszło wspaniale w większości.

#108 po MFK

W końcu udało się pojechać na pierwszy w moim życiu festiwal komiksowy. Decyzja zapadła jakiś czas temu, chodź sama realizacja planu była już spontaniczna, jak na wariackich papierach i nie byłbym sobą, gdybym nie pozwolił zaplanować całego wyjazdu Monice. Czasem dochodzę do wniosku że bez niej bym zginął.

Jakoś tak wyszło, głównie z powodu pracy. że do Łodzi przyjechaliśmy dopiero ok. 22 w piątek po ponad pięciu godzinach drogi. Zanim dostaliśmy się do hostelu ok. 23, ponieważ wsiedliśmy w zły tramwaj i było trzeba przejść spory kawałek, to na dzień dobry dostaliśmy opieprz od portiera. Zrzędził że mieliśmy być ok. 22, nie omieszkał powiadomić jaki jest dla nas dobry bo pokój mógł już zostać kilka razy wynajęty i również poskarżył się że w Krakowie raz go nie wpuścili do pokoju bo też przyszedł tak późno. Jednak najzabawniejsze było to jak podczas tego całego marudzenia cały czas wydawał nam pościel i wszystko co się wtedy wydaje. Mieliśmy jeszcze plany pójść na jakąś imprezę w Łodzi, nawet sprawdziliśmy wcześniej w jakiej knajpie i gdzie jest jakaś dobra impreza, ale byliśmy tak zmęczeni podróżą, że tylko wzięliśmy prysznic, chwilkę poczytali i poszli spać, aby następnego dnia wstać wcześniej i biec na giełdę komiksów.

W sobotę od samego rana pośpieszałem Monikę, aby być jak najszybciej na giełdzie, gdyż Kultura Gniewu zapowiedziała na swym blogu pojawienie się z kilkoma kartonami ich lekko uszkodzonych komiksów w znacznie niższych cenach, więc chciałem uzupełnić zaległości. Niestety gdy dotarłem na miejsce moja szybko wypatrzona „Niczym Aksamitna Rękawica Odlana z Żelaza” była już odłożona przez kogoś innego. Nie zrażając się tym obeszliśmy z Moniką całą giełdę w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Kupiliśmy sporo nowości, moja połówka wypatrzyła dwa nieme komiksy Lewisa Trondheim’a, które nie omieszkała kupić. Można powiedzieć że już na samym początku wyjazdu pozbyliśmy się prawie całych pieniędzy. Następnym etapem wyprawy było poznanie Konrada z Motywu Drogi, którego jakoś przypadkiem wypatrzyłem przy wejściu. Ku mojemu zaskoczeniu okazał się w pełni normalnym gościem, który spędził z nami dużą część dnia, pokazał nam wiele osób z tzw. światka komiksowego i sprezentował nawet dwa piny z wzorem motywu drogi. Kolejnym punktem wyprawie było znalezienie Łukasza z tej same strony, gdyż z nim był związany mały konkurs ogłoszony przez stronę podaną powyżej. Mianowicie było trzeba się do niego zgłosić z egzemplarzem „karton” (komiksowe pisemko w klimacie cartoon) i dowolnym kartonem, aby wymienić swój egzemplarz pisma na jego z dodatkowymi gadżetami w postaci kilku kart przedstawiających postacie z pisemka. W tym celu uzyskałem od dwóch miłych panów portierów wielki typowy karton, który sprytnie ukryłem za stoiskiem Kultury Gniewu dzięki czemu nie musiałem z nim ciągle chodzić. Niestety Łukasza znalazłem za późno i nie udała się wymiana kartonami. Po tym wszystkim okazało się że w sumie nie ma co robić na festiwalu. Na prelekcje nie chciało nam się jeszcze iść, stoiska już wszystkie pooglądaliśmy, wszelkie nowości i takie tam. Na szczęście pojawił się Konrad z propozycją abyśmy poszli z nim na spotkanie z autorami Jeża Jerzego, które będzie prowadził w Manufakturze. Z chęcią poszliśmy, przy okazji zwiedzając troszkę Łódź. Manufaktura okazała się olbrzymim centrum handlowym w którym mieliśmy problem się odnaleźć. W końcu gdy udało się nam zlokalizować Empik i zmierzaliśmy w jego kierunku spotkaliśmy Tomka Leśniana (rysownika Jeża), poznaliśmy się i pogadali troszkę po drodze. W samym empiku było dość śmiesznie ponieważ najpierw wzięto mnie za osobę prowadzącą spotkanie, gdy przyszedłem na miejsce razem z Konradem, Tomkiem i Moniką. Następnie zorientowałem się że wszedłem do sklepu z torbą wypchaną komiksami, na które nie mam żadnego rachunku, ani nie zgłosiłem tego ochronie. Jednak z racji tego że zostałem wzięty za osobę prowadzącą to jeden z pracowników Empiku zszedł ze mną do ochrony wyjaśnić całą sprawę. Gdy zobaczyli ile tego jest doszli do wniosku że nie chce im się tego stemplować i odesłali mnie z tekstem:

„proszę cały czas trzymać torbę blisko siebie i wszystko będzie ok.”.

Odnosząc komiksy na zaplecze wpadłem akurat na moment omawiania jak ma przebiegać samo spotkanie i zostałem wzięty tym razem przez pracownika Empiku za drugiego twórcę komiksu! Więc znowu grzecznie wytłumaczyłem że jestem tylko do towarzystwa i tyle. Kilka chwil przed samym spotkanie okazało się że w całym sklepie nie ma ani jednego egzemplarza najnowszego numeru Jeża poza moim, więc Tomek poprosił mnie żebym go udostępnił na chwilkę, za co w zamian dostałem rysunek oraz autografy! Co do samego spotkania to muszę przyznać że było bardzo miło, acz kameralnie. Konrad był dobrze przygotowany, przez co zadawał ciekawe pytania. Jednakże pod względem frekwencji wyszło to strasznie. Przez chyba połowę spotkania goście opowiadali o swojej pracy mi i Monice! Było mi ich naprawdę żal, jednak na szczęście później się okazało, że podczas właściwego spotkania na terenie festiwalu było znacznie więcej ludzi. Popołudniu starałem się zdobyć autograf Rosińskiego dla mojego przyjaciela, lecz nie udało się, a ten gbur gdy szedł na swoje miejsce to potrącił mnie i słyszałem jak mówił:

„ah tyle ich jest? Nie będę dawał więcej autografów niż 30”

a że ja byłem troszkę daleko w kolejce to poszliśmy na obiad razem z Konradem. Później na chwilkę do pokoju odpocząć przed wieczorną imprezą oraz rozdaniem nagród. Co do samego rozdania to trzeba powiedzieć, że było kiepsko. Z racji tego że był to jubileuszowy 20 festiwal to każdy dziękował każdemu i wyglądało to jak głaskanie się towarzystwa wzajemnej adoracji. Zmieniło się to dopiero gdy wręczano nagrody za najlepsze komiksy i dla wydawnictwa. Najlepszym wydawnictwem została Kultura Gniewu, a gwiazdą wieczoru został Bartosz Sztybor, który odbierał aż trzy nagrody i to w wielkim stylu co można zobaczyć na tym skrócie, który gorąco polecam. Sama impreza okazała się standing party, z podziałem na strefę tych lepszych i gorszych. Jakoś nie mogliśmy się z Moniką odnaleźć więc postanowiliśmy się ulotnić. Jednak, jakby tak specjalnie, cały czas koło nas kręcił się Daniel Chmielewski autor „Zostawiając powidok wibrującej czerni” jak dla mnie jeden z najlepszych komiksów ostatniego czasu. Więc podchodzę do niego i proszę o autograf, a On odpowiada mi że z wielką przyjemnością, ale czy mógłby na chwilkę poczekać ponieważ właśnie teraz jego znajomy bierze udział w konkursie na miss festiwalu i chciałby w tym uczestniczyć. Odpowiedziałem że nie ma problemu i tak sobie czekam, aż kolega Daniela skończył rysować i ku memu wielkiemu zdziwieniu Daniel zamiast przyjść do mnie to poszedł sobie do znajomych plotkować. Zdenerwowałem się że czekam na niego jak buc i powiedziałem Monice że wychodzimy. Poszliśmy się jeszcze pożegnać z Konradem, a tam stoi KRL z przepiękną małżonką (cud kobieta!!!). Tak sobie pomyślałem, spróbuję poprosić ostatni raz autograf, jak się nie uda to obrażam się na każdego i już nigdy o żaden nie poproszę (tak wiem sposób myślenia jak u dziesięciolatka). Więc zagadałem, w odpowiedzi usłyszałem czy może będę w niedzielę, bo teraz impreza i takie tam, ale że niestety nie było mnie już następnego dnia to KRL się zgodził z wielkim uśmiechem! Poszliśmy troszkę na ubocze, KRL prowadzi ale wyglądało to jakby uciekał, albo strasznie się wstydził. W końcu zaczyna rysować, a tu pojawia się Daniel Chmielewski i stoi koło nas. W tym momencie KRL pyta:

KRL: co też chcesz autograf?
D. Ch.: Nie, ja przyszedłem do tego pana bo on chyba chciał autograf ode mnie (i wskazuje na mnie)
KRL: (z uśmiechem na twarzy i udawanym oburzeniem w głosie) To znaczy że nie chcesz ode mnie autografu?!

Ja w tym czasie wyjąłem Powidok i Daniel przystąpił do tworzenia! Chwilkę porozmawiałem z obydwoma panami, dostałem bardzo piękne dwa rysunki, cieszyłem się jak dziecko, a Daniel uratował moją wiarę w dobro ludzi. Po tym wszystkim udaliśmy się z Moniką do hostelu i oddaliśmy się czytaniu.

Niedzielne do południe spędziliśmy na spacerze po Łodzi, szukaniu jakiejś knajpy otwartej gdzie można by zjeść obiad. Ku naszemu zdziwieniu okazało się, że w centrum miasta przed godziną 12 nie ma otwartego żadnego sklepu spożywczego ani knajpy w której można by coś przekąsić. Jak tu się potem dziwić, że wszyscy siedzą w tej głupiej Manufakturze (chodź muszę przyznać, że z zewnątrz wygląda naprawdę świetnie). Do Krakowa wracaliśmy pociągiem abym mógł czytać i udało mi się przeczytać większość nowości które kupiłem. Jak na razie „Łauma” KRL pozostaje najlepszym komiksem jaki kupiłem oraz jeden z najlepszych jaki czytałem przez ostatnich kilku miesięcy! Pewnie jeszcze coś o tym napiszę za kilka dni.

Tak mniej więcej wyglądał mój pierwszy wypad na imprezę komiksową. Wielkie podziękowania należą się Konradowi za zagospodarowanie czasu, Twórcom za ich komiksy,rysunki oraz autografy. Na części z grami w ogóle się nie pojawiłem, jakoś nie chciało nam się, nie dotarliśmy również na wystawy festiwalowe, czego żałuję, ale i tak było świetnie. Może za rok znowu się pojawimy.

ps. Teksty, które cytuję nie są dosłownymi cytatami, tak po prostu to wszystko pamiętam.