Strona główna > festiwal, koncert, muzyka > #159 Off festiwal 2012 dzień pierwszy i jedyny

#159 Off festiwal 2012 dzień pierwszy i jedyny

W końcu po długim i burzliwym planowaniu udało się nam z Moniką wyjechać na piątkowe koncerty tegorocznego festiwalu. Spakowani i zadowoleni wsiedliśmy do samochodu i jakoś po półtorej godziny jazdy byliśmy już na miejscu. Po drodze doszliśmy do wniosku, że ładnie byłoby ze strony organizatorów jakby dawali jakieś znaki przed Katowicami i już w samym mieście jak dojechać na miejsce festiwalu. Pewnie koszt takiego przedsięwzięcia niewielki, a jak bardzo ułatwiłby sprawę. Drugim minusem okazało się parkowanie w pobliżu imprezy. Byliśmy na miejscu ok godziny 17 i sporym wyczynem było znalezienie jakiegoś wolnego miejsca. Dodatkowo na parkingu gdzie było można parkować pod skosem, prawie wszyscy zaparkowali równolegle i jeszcze w takich odstępach od siebie, że dramat. Jakby zrobili to zgodnie ze znakiem to miejsc byłoby znacznie więcej. W końcu znaleźliśmy jakiś płaty parking i pozostawili na nim samochód. Trzecim i ostatnim niemiłym zaskoczeniem były ceny biletów. Zdajemy sobie sprawę, że to my zawaliliśmy, bo postanowiliśmy kupować bilety w dniu imprezy, ale nie przypominam sobie, aby gdzieś na stronie pisało, że zdrożeją prawie dwukrotnie! No przegięcie moim zdaniem bardzo duże, jednak mówi się trudno i żyje się dalej.

Samo miejsce festiwalu jest świetne. Bardzo dobrze rozplanowane są sceny, gdzie nie zagłusza jedna drugą. Również nie trzeba pokonywać kilometrów podczas wędrówki między nimi co jest olbrzymim plusem. Na miejscu oczywiście można również coś przekąsić oraz wypić. Mile zaskoczyły nas ceny wszelkiej gastronomi, ponieważ były na normalnym poziomie, co zawsze jest ok.

Co do samych koncertów. Rozpoczęliśmy od reklamowanej przez samego Rojka Savages. Panie grały dobrego brudnego rocka, ale jakoś tak po pół godzinie nas znudziły i postanowiliśmy zwiedzić strefę gastro. Następny w kolejce znajdował się Converge, który według słów mojej bardzo dobrej znajomej miał mnie zniszczyć. Nie powiem, chłopaki dobrze grają, łoją aż miło. Manierę na scenie mają typową jak kapela HC, ale niestety też jakoś bez większych emocji. Jednak następny koncert był dla mnie najmilszym zaskoczeniem całego dnia. Mianowicie udaliśmy się na koncert Chromatics reklamowanych tym, że znajdują się na ścieżce dźwiękowej do Drive, który dla mnie był mocno przereklamowany i raczej unikam wszystkiego co z nim związane. Jednak na koncert się udałem i zastałem bardzo przyjemną lekko taneczną muzykę, która w momencie mocnej ulewy wspaniale podnosiła na duchy. Po nich poszliśmy na występ Death in Vegas, którzy mile mnie zaskoczyli. Na początku grali pięknie rockowo, aby potem przejść bardziej w spokojne brzmienie w kierunku elektroniki. Niestety część elektroniczną mieli dość monotonną co niestety zaowocowało u nas kolejną wyprawą do strefy jedzenia i picia. Następnie zaliczyłem mega bieganie od sceny do sceny. Mianowicie udaliśmy się na scenę eksperymentalną na anbb: alva noto & blixa bargeld, gdzie spodziewałem się maksymalnie połamanej elektroniki w połączeniu z klimatem z wieców ideologicznych. Zamiast tego otrzymałem jakieś monotonne i spokojne pobrzękiwanie z melorecytacją po niemiecku. Usnąć można było na tym więc uciekliśmy. Mazzy Star również niestety mocno nudził i usypiał więc udaliśmy się przypadkiem na Charles Bradley and His Extraordinaires. Pan z orkiestrą w świecących butach i pasie w spodniach śpiewał coś w okolicach rock’n’rollowych kawałków w połączeniu może z blusem. Pan już wiekowy, jednak mógł się pochwalić pięknym głosem czarnego muzyka i zdolnością rozkręcania wspaniałej imprezy. Na sam koniec zostało nam już tylko Metronomy, dające świetny taneczny koncert w klimatach typowego rocka z wysp, co spowodowało nucenie przeze mnie jednego kawałka jeszcze przez całą sobotę. Wisienką na torcie miał być koncert Atari Teenage Riot, które poza tym, że zrobiło ścianę dźwięku to jest strasznie monotonne i nudne. Zawiodłem się dość mocno i nawet nie zostaliśmy do końca uciekając do domu.

Tak w sumie to z całego festiwalu najbardziej podobał mi się klimat imprezy. Mocno piknikowy, wyluzowany i spokojny. Świetne jest rozplanowanie samego festiwalu z tym, że blisko wszędzie i kończy się jeden koncert, to od razu rozpoczyna kolejny. Myślę, że w przyszłym roku mógłbym się udać na całą imprezę. Na sam koniec taki bonus. Trzeci raz podchodziłem do koncertu Battles i po raz kolejny poległem. Mam strasznego pecha z tą kapelą i zaczynam się zastanawiać, czy kiedykolwiek uda mi się ich zobaczyć na żywo

Reklamy
  1. 25 sierpnia 2012 o 19:33

    Co do parkowania, następnym razem proponuję zostawić samochód pod pobliskim centrum handlowym. Dużo miejsca, bezpieczniej, a do festiwalu jedyne pięć minut piechotką.

  2. Anonim
    7 sierpnia 2012 o 14:56

    Nie zgodzę się z Twoją opinią o ATR! A Metronomy faktycznie dało popis: jak ładnie można zagrać pop (chociaż świetni technicznie to oni nie byli).

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: