Archiwum

Posts Tagged ‘Marvel’

#397 Avengers: Czas Ultrona, reż. i scen. Joss Whedon,

7681633.3W końcu po wielu miesiącach reklam, przecieków z planu i informacji ile zdążyło już zarobić, najnowsze widowisko Marvela i Disney’a dotarło także i do naszego kraju. Ja mając w pamięci jak dobrze bawiłem się na pierwszej części, tym razem wybrałem się w towarzystwie kilku znajomych do IMAX, aby podziwiać ponoć najbardziej dopracowaną wersję filmu.

Wszystko rozpoczyna się sceną ataku pełną eksplozji, ujęć w zwolnionym tempie i klimatem przypominającym filmy o Bondzie (scena, w której nasza ekipa wpada do siedziby Hydry na gościnny występ). Wszystko po to, aby odzyskać od nich berło Lokiego z poprzedniej części. Jest to potężny artefakt, którego potęgę ludzie nie do końca rozumieją. Nasi dzielni bohaterowie oczywiście wychodzą zwycięską ręką z tego zadania. Jednak zanim Thor odda ten przedmiot do swojego świata, postanawia zostać jeszcze trzy dni ze swoimi przyjaciółmi i świętować zwycięstwo. Te kilka dni postanawia wykorzystać Tony Stark, aby zbadać tajemniczy przedmiot, a potem na jego podstawie stworzyć sztuczną inteligencję mającą za zadanie strzec całej Ziemi przed wszelkim złem. Równocześnie nakłania do współpracy nad tym projektem w tajemnicy Bruca Bannera dzięki czemu ich praca zostaje zakończona sukcesem. Potem kłopoty dopiero nadchodzą.

Mógłbym się przyczepić do kilku rzeczy, jak choćby kompletnej nonszalancji w zachowaniu Starka i braku jakiejkolwiek większej reakcji ze strony jego towarzyszy. Przecież doprowadził prawie dwa razy do zagłady całej planety, a już po pierwszym razie powinni go zastrzelić, albo chociaż umieścić w jakimś dole w ziemi i tylko zrzucać co jakiś czas jedzenie. Jednak z drugiej strony po co mam się pastwić nad filmem, który zapewnił mi ponad dwie godziny świetnej zabawy? Naprawdę miło się zaskoczyłem jak wiele razy szczerze się uśmiałem. Ten film sprawia wrażenie jakby został stworzony tylko po to, aby główni bohaterowie mogli co chwilę rzucać świetnymi one-linerami i naprzemiennie przeplatać to z epickimi (nienawidzę tego określenia w tym kontekście, ale one właśnie takie są) scenami pełnymi akcji i eksplozji. Dodatkowo twórcy wreszcie pokazali, że mają jakiś pomysł na postacie Black Widow oraz Hawkeye’a. Przecież w poprzedniej części byli oni typowymi zapchaj dziurami z których wszyscy się śmiali. Teraz ona jest interesującą, dramatyczną osobą poszukującą miłości i pełniącą bardzo ważną rolę katalizatora złości w drużynie. Odnośnie Hawkeye’a okazało się, że potrafi wszystkich poskładać do kupy i zmotywować wtedy, kiedy potrzebują tego najbardziej. Poza tym to normalny facet z kilkoma skrzętnie skrywanymi tajemnicami. Dzięki temu cała ekipa tylko zyskała na wartości.

Poza całą tą frajdą, którą otrzymuje widz podczas seansu dodatkowo jest to ważny film dla każdego fana uniwersum, ponieważ zamyka on tzw. drugą fazę w skład której bezpośrednio wchodziły: Iron Man 3, Thor: Mroczny świat, Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz oraz Strażnicy Galaktyki, a dołączy jeszcze Ant-Man w najbliższe wakacje. W związku z tym otrzymujemy kilka nowych postaci z czego Wanda Maximoff i jej brat Pietro są naprawdę świetni. Pełni humoru, troszczący się nawzajem o siebie i świetnie współpracujący razem. Dochodzi również do końca Avengers w aktualnym składzie i na ich miejsce powstaje nowa drużyna. Przy czym naprawdę sensownie i naturalnie do tego dochodzi.

Jakby się tak zastanowić, to w całości przeszkadza mi tylko postać przeciwnika. Nawet nie chodzi mi o to, że Ultron jest trochę taki jednowymiarowy i bezpłciowy. Dzięki temu koleś ma czysto określony cel, który stara się zrealizować i chwała mu za to. Mi bardziej nie pasuje to, że dla mnie znacznie gorszy od niego jest zadufany w sobie dupek z kompleksem boga w postaci Tonego Starka. Postać która autentycznie mnie denerwowała w tym filmie, a reszta drużyny powinna mu nakopać za to co zrobił.

Mimo wszystko jest to świetne kino rozrywkowe. Może poziomem nedrostwa i dziecięcej radochy nie dorównał Guardians of The Galaxy ale i tak jest dobrze. Faktem jest, że Avengers: Czas Ultrona to kawał świetnego popkulturowego kina na które warto wybrać się do kina. Może niekoniecznie do IMAX, gdzie co prawda wszystko jest 3d i takie tam, ale o całym efekcie zapomina się po 20 minutach, a szkoda przepłacać za bilety. Poza tym ja nie lubię dodatkowych okularów na twarzy.

Reklamy

#390 cotygodniowa zeszytówka #152

Umbral-004Umbral #4, Image Comics

scenariusz: Anthony Johnston, rysunki: Christopher Mitten

Przy okazji poprzedniego numeru pisałem o tym, jak to zwrócił  moją uwagę sposób prezentowania magii w tej serii i słusznie zrobiłem. Tym razem jest jeszcze bardziej metafizycznie. Cała opowieść nadal kontynuuje wydarzenie dziejące się w jaskini do niedawna zamieszkałej przez szmuglerów. Niby wszystko jest takie samo, główne bohaterki uciekają przed strasznymi stworami, ale tylko do czasu. Ponieważ bardzo szybko okazuje się, że jest to tylko pozorne, a w okół pojawia się coraz więcej niesamowitych stworzeń i zdarzeń. Do akcji wkracza grupa duchów piratów, którzy również mają do wyjaśnienia pewne sprawy z koszmarami. Równocześnie w innej części królestwa odbywa się narada mająca na celu utrzymanie porządku i ładu w krainie, a tak naprawdę przeciw Rascal. Patrząc na postacie biorące w niej udział można dojść do wniosku, że jej życie mocno się jeszcze skomplikuje w najbliższej przyszłości. Niby śledzę fabułę tej opowieści z przyjemnością i ciekawi mnie co stanie się dalej, ale najbardziej pociąga mnie tutaj klimat całej historii. Bo jak już pewnie zauważyliście, ten składnik we wszystkich gałęziach popkultury pociąga mnie najbardziej i jego głównie poszukuję. Tutaj wszystko jest zawsze tak wspaniale podlane sosem fantasy. Trochę bajkowe, w głównej mierze z powodu kreski, ale też i momentami dość brutal. Dzięki połączeniu tego otrzymujemy dobrą i wciągającą przygodę, która sprawia prawdziwą przyjemność podczas lektury.

Aquaman (2011-) 040Aquaman #40, DC comics,

scenariusz: Jeff Parker, rysunki: Paul Pelletier

Nastał koniec większej opowieści pt. Maelstrom i nawet jestem zaskoczony jak dobrze to wyszło. Poszukiwania zaginionego członka rodziny Arthura to ciekawie rozpisana historia podróży po kilku światach. W każdym z nich nasz bohater poznaje kolejne tropy prowadzące go coraz bliżej upatrzonego celu. W między czasie jest trochę akcji i spektakularnych pojedynków, aby czytelnik mógł się trochę rozerwać. Natomiast sam finał to taki nietypowy happy end. Z jednej strony udaje się odnaleźć zagonionego członka rodziny, ale nie jest w stylu romantycznego padania sobie w objęcia i potem wiecznej radości. Raczej jest to dość gwałtowne i pełne niechęci spotkanie, które dopiero po czasie przeradza się w bardziej ciepłe stosunki. Jednak po przejściu już tego wszystkiego, pozostawia otwartą furtkę do ich wspólnego spotkania jeszcze w przyszłości. Po przeczytaniu całości muszę przyznać jak bardzo jestem zaskoczony końcowym efektem. Całość jest naprawdę dobra i zapewnia sporo frajdy podczas lektury. Wszystko tutaj jest na swoim miejscu. Fabuła, która wciąga. Ciekawe zaprojektowane miejscówki odwiedzane przez głównych bohaterów. Zakończenie nie do końca takie oczywiste i nawet rysunki są ładne. W końcu nie boli patrzenie na nie, jak to bywało w poprzednich tomach. Nie wiem co się stało, ale tą opowieścią seria ta pokazała jak powinno się tworzyć dobre historie z Aquamanem, które spodobają się każdemu fanowi komiksów super bohaterskich, a nie tylko zagorzałym fanom tej serii.

Deadpool 044Deadpool #44, Marvel

scenariusz: Gerry Duggan oraz Brian Posehn, rysunki: Salva Espin,

Deadpool kontynuuje swoją walkę o polepszenie świata. Dotychczas skupiał się na ratowaniu biednych miejscowych, gdzieś na zapomnianym przez boga pustkowiu, przed złą korporacją wydobywczą ropę naftową. Kilka razy starł się również z Omega Red’em, który obwinia go o zabicie swojej rodziny. Jednak Wide w piękny sposób pomógł mu zrozumieć, że nigdy nic takiego nie uczynił. Wyjaśnił mu, że wszystkie te wspomnienia i cały ten ból to tylko i wyłącznie efekty pracy złych naukowców, którzy zrobili z nich idealne maszyny do zabijania. Swoją drogą moment ich wspólnej rozmowy to naprawdę mocna rzecz dająca trochę do myślenia. W końcu cała instytucja wojska opiera się w pewnym stopniu na dehumanizacji człowieka i sprowadzeniu przeciwnika do roli celu. Gdzieś poza tym pojawia się również jego małżonka Shiklah. Ma ona ukryty jakiś mroczny sekret w krypcie, do której zaprosił ją jej partner. Co gorsza jej zapędy mogą wpłynąć na cały  świat w dość nieprzyjemny sposób. Numer kończy się w taki sposób, że trudno nawet wytypować, z rąk kogo zginie główny bohater w przyszłym numerze. Jednak ja stawiałbym na jego żonę. Może będzie to wynikiem jakiegoś przypadku, ale jakoś to właśnie ona najbardziej pasuje mi do tej roli. Jeszcze tylko miesiąc i wszystko się wyjaśni.

 

 

#385 cotygodniowa zeszytówka #150

Rat-Queens-009-(2015)Rat Queens #9, Image Comics

scenariusz: Kurtis J. Wiebe, rysunki: Stjepan Sejic

Długo było nam dane czekać na kolejny odcinek tej serii, ale na szczęście już jest. Rozpoczyna się trochę leniwie za sprawą scen z przeszłości Hannah i jej matki. Lecz jak to bywa w przygodach Rat Queens, spokój nie trwa nigdy długo. Dlatego też akcja nagle przyśpiesza za pomocą strasznych macek, które przenoszą naszą bohaterkę do atakowanej Palisady. Tam całe miasto wygląda jak po trzęsieniu ziemi. Wszystko dookoła porozwalane, pełno gruzu, a wszyscy łowcy przygód pogrążeni w jakimś przedziwnym śnie. Gdy Hannah orientuje się co jest grane, zaczyna po kolei wybudzać swoich przyjaciół i przygotowywać się do ostatecznego ataku na Gerriega Lake’a. Okultystę, który za śmierć swej żony obwinia jej ukochanego Sawyera Silvera. Cały ten numer jest tym razem w dużej mierze opowieścią o elfiej czarodziejce przyodziewającej się w kolor czerwony na łamach tej serii. Jest to fajne rozwiązanie dzięki któremu czytelnik poznaje za każdym razem trochę więcej informacji o jednej ze swoich ulubionych bohaterek. To rozwiązanie podoba mi się tutaj od samego początku, a głównie dlatego że nie mam wrażenia jakby było to na siłę wydłużanie tej opowieści. Jak często ma to miejsce w innych seriach. Jednak najlepszym momentem tego komiksu jest fragment, gdy małej Betty wydaje się jakby była w trakcie zwiedzania lochów, a tak naprawdę siedzi w plecaku. Ten moment mnie ubawił i za to twórcy dostają ode mnie dodatkowy punkt do oceny.

Adventure Time 037Adventure Time #37, KaBOOM! Studios

scenariusz: Christopher Hastings, Travis J. Hill rysunki: Zachary Sterling, Travis J. Hill

W krainie Ooo ten dzień zapowiadał się na kolejny zwyczajny. Finn i Jake zostali obudzeni przez latającego człekokształtnego koguta po czym chłopiec zdecydował, że przyrządzi śniadania dla swego przyjaciela. Nie jest tajemnicą, że kompletnie nie zna się na gotowaniu. Na szczęście w najbardziej krytycznym momencie całą inicjatywę przejął jego magiczny pies i ku wielkiemu zdziwieniu wszystkich odkrył, że nie pamięta jak robi się gotuje. Przerażeni tym faktem, w wielkim pośpiechu udali się do Princess Bubblegum, która jako jedyna przy pomocy nauki może rozwiązać tą zagadkę. Jednak ona miała dla nich jeszcze straszniejszą nowinę. Nikt w cały królestwie nie pamięta jak przygotować cokolwiek do jedzenia. Co w królestwie, w całości zrobionym ze słodyczy, prędzej czy później okaże się katastrofą. Dlatego chłopaki nie czekając na nic od razu zabrali się za wyjaśnienie tej zagadkowej sprawy. Z całego tego numeru jednak najbardziej zwróciłem uwagę, na to jak na Finna wpływa jego nowy magiczny miecz. Na każdym kroku podkreśla, że został wojownikiem z dystansu. Zaczął zwracać uwagę na wiek i porę dnia, co dość mocno wpływa na jego odbiór rzeczywistości. Lecz to dopiera sytuacja w której się zranił, a bardziej sposób w jaki odzyskał pełnię sił mnie rozwalił i rozśmieszył. Czegoś takiego się nie spodziewałem, a widziałem już sporo w tej serii. Zauważyłem również, że sposób opowiadania całej historii się lekko zmienił odkąd pojawił się nowy scenarzysta. Nie potrafię tego na razie dokładnie z precyzować w jaki sposób. Tak mi się tylko wydaje. Poczekam na kolejne numery, to może się to wyklaruje. Jednak po mimo tego, jest to nadal ta sama świetna seria.

Deadpool (2012-) 043Deadpool #43, Marvel

scenariusz: Gerry Duggan oraz Brian Posehn, rysunki: Salva Espin,

Lektura tego komiksu o poranku, zaraz przed pójściem do pracy, to była świetna decyzja. Deadpool znowu jest równym gościem, który pomaga potrzebującym i przy okazji robiąc dużo efektownej krzywdy wszelkim wrogom. Przy okazji co rusz pakując się w jakieś zabawne sytuacje, które zazwyczaj kończą się pokazem fontanny czerwieni na stronach. Dodatkowo odkrywa niecny proceder jakim para się Roxxon, dzięki czemu w tym pustynnym krajobrazie będzie mu za nie długo towarzyszyć małżonka. Jakby tego było mało, to jeszcze zawiązał się plan uśmiercenia go przez pewną organizację. W końcu pozostały jeszcze tylko dwa numery do jego śmierci, więc najwyższy czas. Przy okazji lektury tego zeszytu zauważyłem coś ciekawego u siebie. Mianowicie kiedy Wade Wilson zabija swoich wrogów na lewo i prawo to w większości przypadków mnie to bawi. Zapewne głównie z tego powodu, że jest to dość zabawnie przedstawione. Chociaż to może być kwestia własnego widzi mi się u każdego z nas. Jednak, gdy na pierwszych stronach główny bohater dość mocno się krzywdzi (bo przecież jego super moc to możliwość krzywdzenia się) to ta przemoc była dla mnie naprawdę nieprzyjemna. Jak to sposób ujęcia tematu potrafi zmienić nasze odczucia. Można by rzec, że czuję się nawet lekko zmanipulowany. No i chyba czym robię się starszy, tym bardziej wrażliwy. To była świetna lektura i chcę takiej więcej.

 

 

#382 cotygodniowa zeszytówka #148

Adventure Time 036Adventure Time #36, KaBOOM! Studios

scenariusz: Christopher Hastings, Michelle Nunnelly, Heather Nunnelly rysunki: Zachary Sterling, Michelle Nunnelly, Heather Nunnelly

Byłem mocno ciekaw jak poradzi sobie nowy zespół twórców tej serii. Czy będzie to opowieść w jakimś innym stylu, a jeśli tak to jak bardzo odmiennym od poprzedniego? No i oczywiście najważniejsze pytanie. Jak bardzo zmieni to tą serię, jeśli w ogóle? Numer ten dość szybko rozwiał wszelkie moje wątpliwości. Jego konstrukcja, fabuła i cała oprawa graficzna w sumie niczym nie różni się od poprzedników. Przez co miałem wrażenie jakby kompletnie nic się nie zmieniło poza nazwiskami na okładce. Dzięki temu jest to po prostu wstęp do kolejnej dłuższej historii. Tym razem nasze chłopaki przechodzą przez tajemniczy portal i trafiają na księżyc. W między czasie tajemnicza i zapewne lekko obłąkana Janice Bizzlethatcher odprawia w krainie Ooo tajemniczy rytuał mający na celu m. in. odesłanie księżyca jak najdalej w kosmos. Już pierwsza strona mnie rozbawiła, na której widać wystraszonego Jaka bojącego się wejść przez portal i Finna bardzo umiejętnie go do tego namawiającego. Dalej jest już tylko ciekawiej poprzez zabawne wydarzenia dziejące się na drugim planie, a na lochu do zwiedzeniu i magicznym mieczu dającym moc dopóki jego dzierżyciel jest w pełni sił kończąc. Jego przewrotne działanie jest wspaniałe. Jako dodatek tego numeru została dołożona krótka opowieść o tym jak Finn zachorował na gorączkę, a jego wierny psi przyjaciel pobiegł mu po lekarstwo. Jak zwykle wszystko podziało się nie tak jak powinno, dzięki czemu czytelnik otrzymał lekką i zabawną historyjkę. Miło, że seria ta po tylu już numerach nadal trzyma tak dobry poziom. Bez obaw czekam na kolejne numery.

Aquaman (2011-) 039Aquaman #39, DC comics,

scenariusz: Jeff Parker, rysunki: Paul Pelletier

Aquaman wraz z Merą dotarli w końcu do finału swojej podróży. Lecz zamiast czułości i łez szczęścia wynikających z ponownego połączenia rodziny, otrzymali coś całkiem innego. Zaginiona mieszkanka Atlantydy przywitała ich wrogością i z miejsca przeprowadziła na nich atak. Nawet po tym jak już poznała prawdę i powód ich przybycia nie zmieniło to wcale jej nastawienia. Co więcej, postanowiła złożyć ich w ofierze istocie opiekującej się wyspą, na której aktualnie się znajdują. Po mimo tego, że numer ten jest głównie zlepkiem kilku scen akcji, to równocześnie znajduje się w nim dość miejsca na wciągającą fabułę. Dzięki temu czytelnik poznaje motywacje krewniaczki Arthura, które doprowadziły ją do opuszczenia swoich krewnych i ukochanego miasta. Dodatkowo pięknie to współgra z jej aktualnym zachowaniem, czyniąc jej zachowanie racjonalnym i logicznym. Co w połączeniu z końcową sceną tworzy udaną całość. Co do samego zakończenia, to jest w nim takie nagromadzenie dość poważnych zagrożeń i konfliktów dla kilku wrogich sobie stron, że spodziewam się iż kolejny numer będzie samą akcją na pięć minut lektury. Moją uwagę zwróciła również tropikalna wyspa na której dzieje się cała ta opowieść. Ciekawie zaprojektowana, pełna bogatej i fantastycznej fauny i flory i jednym wyjątkowym jej mieszkańcem mającym swoje lokum wewnątrz wulkanu. Ten jegomość dość namiesza w przyszłości czyniąc z siebie gwiazdę następnego numeru. Chociaż wydaje mi się, że dobrze wiem jak ta cała historia potoczy się dalej to i tak mam wielką ochotę ją poznać i chyba to świadczy najlepiej o jej poziomie.

Deadpool (2012-) 042Deadpool #42, Marvel

scenariusz: Gerry Duggan oraz Brian Posehn, rysunki: Salva Espin,

Jak pokazuje już okładka, numer ten to głównie jeden wielki pojedynek pomiędzy Deadpool’em a Omega Red. Panowie się dość mocno nie lubią i sprzeczają od nie wiadomo jak dawno. Spór ich trwa o to czy główny bohater zabił, czy nie zabił rodziny tego drugiego. Cała walka jest dość widowiskowa i momentami nawet zabawna. Dodatkowo trzyma w niepewności, bo w napięciu to już za dużo powiedziane. Panowie umiejętnie korzystają z całego asortymentu i umiejętności jakie posiadają przez co szala zwycięstwa cały czas się waha między nimi. Tak mniej więcej wygląda ten komiks i męskie wakacje Wade’a. Gdzieś tam w tle co prawda jest jeszcze jakąś szczątkowa opowieść o biednych mieszkańcach, jakiejś zapomnianej przez boga w środku niczego osady, przepędzanych z ich ziemi przez straszną korporację wydobywającą ropę. Jednak tak na prawdę jest to tylko i wyłącznie tło do głównego dania jakim jest pojedynek dwóch panów z okładki. Przyznam szczerze, poprzedni numer podobał mi się bardziej. Zapewne z powodu bardziej rozbudowanej fabuły. Co równocześnie nie znaczy, że ten numer jest zły. W końcu spędziłem przy nim te kilkanaście minut całkiem przyjemnie. Jest to lekka i momentami nawet zaskakująca rozrywka w sam raz przed snem. Dodatkowo okładka zapowiada śmierć Deadpoola za trzy numery. Widać, że twórcy znowu sobie zakpią z czytelników i tego wydarzenia.

ps. Jeśli podobał Ci się ten wpis, to proszę nie blokuj reklam na tym blogu. W ten sposób możesz mi podziękować za tekst i pracę włożoną w jego powstanie.

 

#380 House of M, scen. Brian Michael Bendis, rys. Olivier Coipel

IMG_20150216_213528Komiks ten jest bezpośrednią kontynuacją Avengers: Disassembled u nas lepiej znany jako Upadek Avengers, który to wspominam naprawdę źle. Z tyłu okładki wtedy przeczytałem, że to niesamowita opowieść pełna zapierającej dech w piersi akcji na zawsze zmieniająca świat superbohaterów. Z pewnością tak było w kilku przypadkach, w końcu trochę postaci zginęło. Jednak całość okazała się bez polotu historią pełną bezmyślnej naparzanki pomiędzy drużyną wspaniałych, a obcą rasą (o ile jeszcze dobrze pamiętam) zakończona dość efektownym występem Scarlet Witch. Ona jedna zakończyła całą walkę, zabiła kilka postaci, zniszczyła rezydencję Mścicieli i doprowadziła do rozwiązania ich grupy pozostawiając przy okazji czytelników z wieloma pytaniami.

Odpowiedzi na nie wszystkie (przynajmniej w zamyśle twórców) znajdą oni w omawianym przeze mnie komiksie. Wszystko rozpoczyna się z chwilą, gdy Avengers wraz z X-Men dochodzą do wniosku, że Scarlet Witch jest zbyt potężna, aby można ją zostawić sobie samej. Dlatego też postanawiają się spotkać i omówić co należałoby z nią zrobić w obecnej sytuacji. Gdy próbują wspólnie odnaleźć swoją koleżankę, nagle zalewa ich oślepiające białe światło, a potem budzą się w nowym świecie. Świecie rządzonym przez mutantów pod przywództwem Magneto i jego dwójki dzieci Quicksilvera i Wandy Maximoff. Wszyscy wyglądają na szczęśliwych i tylko jeden Wolverine pamięta jak było na prawdę. Czy uda mu się wszystko odkręcić?

IMG_20150216_213658Szczerze powiem, nie mam zielonego pojęcia co mnie skłoniło, aby kupić ten komiks, a potem co gorsze go jeszcze przeczytać. Przecież po koszmarnym Upadku Avengers miałem przedsmak tego co mnie czeka. Już dawno się tak nie wymęczyłem podczas lektury, a w jej trakcie nawet zastanawiałem się czy nie rzucić tego w kąt. Fabuła jak zwykle jest tak skonstruowana, aby móc przedstawić kolejne sceny durnej rozpierduchy. Zaskakujące zwroty fabularne są tak słabe, że można przy nich tylko ziewać i trzeba być imbecylem aby ich nie przewidzieć. Jakby tego było mało wszystko zostało koszmarnie narysowane. Na niektórych kadrach Cyclop wygląda jakby posiadał kwadratową (dosłownie) głowę na jakimś klocku mającym przypominać szyję. Co ciekawe brzydota dosięga głównie jego, cała reszta nie wybija się za to ponad przeciętność. Co prawda podoba mi się wątek Wolverina jako jedynego, który pamięta prawdę i starającego się to wszystko odkręcić. Świetnie został przedstawiony utopijny świat, gdzie każdy z bohaterów otrzymał to czego zawsze najbardziej pragnął. Przez co zobaczyliśmy Magneto w całkiem innym świetle. No i Spider Man. Postać która działa na mnie alergicznie i po prostu jej nie znoszę, tym razem była ciekawa i niezbyt irytująca. Co mocno mnie zaskoczyło. Widać jak się chce, to można napisać ją w ciekawy sposób, a nie jako głupka ciągle rzucającego durnymi i kiepskimi żartami. Jednak co z tych kilku pozytywów skoro całość jest tak drętwo napisana, że czytelnika ogarnia senność? To ma być komiks akcji gdzie podczas lektury powinniśmy nerwowo przewracać kolejne kartki w napięciu co będzie dalej.  Tymczasem jest po prostu nudny.

Dla mnie tytuł ten to w sumie jeden wielki zawód. Wymęczyłem się na nim okropnie i z trudem dotarłem do końca.  W moim odczuciu nie nadaje się nawet na odmóżdżającą rozrywkę po ciężkim dniu. Skoro wokół jest tyle lepszych tytułów idealnie się do tego nadających, a przy okazji nie obrażających inteligencji czytelnika. Po raz kolejny upewniłem się że Marvel, poza kilkoma wyjątkami, to nie jest wydawnictwo dla mnie.

ps. Jeśli podobał Ci się ten wpis, to proszę nie blokuj reklam na tym blogu. W ten sposób możesz mi podziękować za tekst i pracę włożoną w jego powstanie.

#377 cotygodniowa zeszytówka #145

Deadpool (2012-) 041Deadpool #41, Marvel

scenariusz: Gerry Duggan oraz Brian Posehn, rysunki: Salva Espin,

Deadpool poszukujący sensu swojego życia i odpowiedniego miejsca na świecie. Czy to w ogóle możliwe w serii która z założenia ma na celu wszystko wykpić i ośmieszyć w akompaniamencie dużej ilości krwi? Po lekturze tego numeru dochodzę do wniosku, że po rozwinięciu aktualnych wątków to mogłoby się udać. Po tym jak Wade był ucieleśnieniem pokoju i opanowania, powrócił do dawnego siebie. Od tego czasu czuje się zagubiony i wszędzie czuje się bardziej jak gość, niż u siebie. Nawet jego małżeństwo nie wydaje się do końca takie jak powinno. Zaczyna kwestionować swój dotychczasowy sposób bycia i stosowania przemocy jako lekarstwa na wszystko. Dobrze zostało to zilustrowane na pierwszych kilku stronach gdy wałęsa się po ulicach miasta i wszędzie czuje się nieakceptowany. Wszystko to prowadzi go do strasznej myśli. Czy nie rozpocząć podawać sobie szczepionki zapomnienia, którą był karmiony tyle lat przez szalonego doktora. Właśnie w takim momencie ratuje go tylko telefon jakiegoś podrzędnego superbohatera Trapstera z propozycją pracy w roli najemnika gdzieś na bliskim wschodzie. To co dzieje się dalej tylko utwierdza mnie, że główny bohater bardzo potrzebuje urlopu od wszystkiego  i czuje się absolutnie zagubiony w obecnej sytuacji. Kolejny numer tej serii z rządu, który mnie bardzo pozytywnie zaskoczył. Na dodatkową uwagę zasługuje również drugi plan, na którym świetnie postęp czasu zasygnalizowano za pomocą zmieniających się konsol i coraz większych telewizorów. Jeśli chodzi o humor to najbardziej rozbawił mnie dzwonek telefonu Deadpoola. Przypomniał mi pewną głupią komedię i kilka miłych wspomnień z mojej przeszłości.

Birthright 005Birthright #5, Image Comics

scenariusz: Joshua Williamson, rysunki: Andrei Bressan

Komiks ten rozpoczyna się interesującą sceną podczas której młody Michael Rhodes staje na przeciw olbrzymiej bestii w krainie fantasy. Wszystko po to, aby uratować swoją skrzydlatą towarzyszkę. Co prawda zdobył się na wielką odwagę stając na przeciw wielkiemu niebezpieczeństwu, ale nawet wtedy nie był w stanie walczyć, a co dopiero zabić. Tylko interwencja ogra, jego nauczyciela i opiekuna, uratowała całą sytuację. Wszystko to bardzo dobitnie pokazuje jak mały chłopiec w całkowicie obcym świecie czuje się zagubiony i nie gotowy do swojej nowej roli. Obracając kolejną stronę zmienia się całkowicie klimat opowieści i zachowanie głównego bohatera. Czytelnik trafia do teraźniejszości, gdzie ta sama postać już dorosła, toczy pojedynek z jednym z pięciu magów ukrywających się w naszym świecie. Teraz jest już w pełni ukształtowaną maszyną do zabijania, która nie zatrzyma się przed niczym dopóki nie zrealizuje swojego zadania.  Kontrast jaki pojawia się na tych kilku stronach, zarówno wizualny jak i fabularny, to moim zdaniem najlepszy fragment tego numeru. Na dosłownie kilku stronach w  idealny sposób zostało pokazane jak wielką przemianę przeszedł główny bohater.  Co prawda widzimy tylko początek i koniec tej przemiany, ale to akurat nie jest wada. Mi bardzo zaostrzyło to apetyt, aby poznać całą historię tego co było pomiędzy. Poza tym, w całej opowieści następuje mały przełom za sprawą bardzo krótkiej rozmowy jaką odbył młodszy brat głównego bohatera Brennan Rhodes z magiem ukrywającym się w naszym świecie. Wprowadza to odrobinę niepewności w relacje braci, a to co zrobił główny bohater ze swoim wrogiem tylko to powiększa. Jedyny minus jaki ma ten zeszyt, to jego zakończenie. Wydaje mi się płytkim i zbędnym zagraniem ze strony scenarzysty, które kompletnie nie interesuje mnie jak się rozwinie.

Swamp Thing 2015Swamp Thing #39, DC Comics

scenariusz: Charles Soule rysunki: Jesus Saiz

Z żalem to piszę, ale niestety ten komiks jest najsłabszy z całego tego zestawienia. Co prawda dochodzi do finalnej konfrontacji pomiędzy Swamp Thingiem, a Machine Queen i jej całkiem ciekawym pomocnikiem, gdzie nasz bohater w końcu poznaje prawdę z kim tak naprawdę walczy. Niestety nic ciekawego już dalej się nie dzieje. Los wojny na razie jest mocno przesądzony. Królestwo zieleni znajduje się w bardzo trudnej sytuacji i nawet gościnny występ Constantine’a nie pomaga tutaj za wiele. Nawet mam wrażenie jakby jego postać została tutaj umieszczona na siłę. Przecież jego działanie można by spokojnie zastąpić czymś lub kimś innym i nie nabijać sztucznie objętości komiksu sceną, która w sumie nic ważnego nie wnosi do całości. Ot kolejna scena bijatyki z czerstwymi żartami. Poza tym wszystkie działania głównych postaci są tak bardzo przewidywalne. Zarówno Awatar maszyn jak i główny bohater zostali postawieni w takie sytuacje, że mogli zareagować tylko w jeden sposób. Przy okazji pozbawiając czytelników elementu zaskoczenia. Jedynym momentem, który naprawdę mi się spodobał to ostatnia strona tego komiksu, gdzie zostało zaprezentowane wielu poprzedników Hollanda. Prezentują się oni wspaniale dzięki czemu można na nich patrzeć dłuższą chwilę i bawić się w dopasowywanie ich w odpowiednie epoki i społeczności z jakich pochodzili.

 

#372 cotygodniowa zeszytówka #142

Adventure Time 033Adventure Time #33, KaBOOM! Studios

scenariusz: Ryan North, Pat McHale, rysunki: Shelli Paroline, Braden Lamb, Jim Campbell,

Dawno nic nie pisałem o tej serii i aż wstyd mi się przyznać, ale zapomniałem o niej. To wszystko z prostej przyczyny. Mam problem ze śledzeniem co i kiedy się ukazuje. Sięgam po poszczególne tytuły jak mi się przypomni. Z tego powodu  mam teraz do nadrobienia trzy numery. Dla mnie to wspaniała wiadomość! Numer ten rozpoczyna się w momencie kiedy Finn i Jake posuwają się znowu do przodu o 20 lat nic z nich nie pamiętając. Wszystko to oczywiście za sprawą złego i strasznego Mnemonoida, który żywi się wspomnieniami Finna. Jest tak dla tego, bo prowadzi on tak wspaniałe życie. Przez to jego wspomnienia są tak wyjątkowo smakowite. Kraina Ooo którą zastał teraz pogrążona jest w wojnie. Rozpoczęła się ona na jednym kadrze poprzedniego odcinka, ale wtedy wszyscy się tylko z tego śmiali i uważali za niewinną sprzeczkę. Co najgorsze Finn miał pomysł jak zakończyć ten konflikt. Niestety mówił o tym wczoraj, a dziś już niczego nie pamięta. Z tego też powodu chłopaki wpadają na nowy pomysł i w sumie cały ten numer to zbieranie ekipy przed spotkaniem z pożeraczem wspomnień. Komiks ten to jak zawsze porcja świetnej zabawy. Chociażby w momencie kiedy odwiedzają Ice Kinga i ucinają sobie krótką pogawędkę na temat jego polityki otwartych drzwi dla kobiet. Ten dziad już nigdy się nie zmieni. Równie zabawnie jest kiedy pojawia się na scenie Lumpy Space Queen. Kiedy cokolwiek chce się z nią załatwić, to trzeba jej wejść na ambicję i wzbudzić w niej zazdrość. Nie da się ukryć PB jest mistrzem świata w takim manipulowaniu. Jednak po mimo zebrania naprawdę świetnej grupy cała misja i tak kończy się w dość smutny sposób. Aż trochę boję się sięgać po kolejny numer, w którym odbędzie się finał tej historii. Przecież muszą to jakoś sensownie odkręcić co nie?

Ghosted 016Ghosted #16, Image Comics

scenariusz: Joshua Williamson, rysunki: Juan Jose Ryp

Większa część tego numery została poświęcona Marcusowi, który wraz z porwaną przez niego panną Rusnak udali się na wesele do Niemiec. Spacerując między gośćmi weselnymi opowiada on jej historię tego miasteczka i dwóch mieszkających tam, nienawidzących się od ponad 80 lat rodzin. Te dwie strony konfliktu aktualnie nawet nie pamiętają jak rozpoczęła się cała ta wojna, ale w sumie to już nie ważne. Ponieważ dziś z mocy tego wesela, niczym w Romeo i Julii, zostaną połączone na wieki. Równocześnie Marcus opowiada o swojej przeszłości, jak zainteresował się ciemnymi mocami oraz o tym jak udało mu się przeżyć bombę pełną duchów, którą zrzucił na niego Jackson. Wszystko to przeplata się ze scenami kiedy to para młoda w osobnych pokojach panikuje przed ślubem. Całość naprzemiennie się miesza tworząc dalej jedną wspólną opowieść. Jednak to nic w porównaniu z wielkim finałem podczas weselnej przysięgi. Marcus ma przerażający plan, który wymagał całego miasteczka, aby w ogóle móc spróbować go zrealizować. Jak będzie dalej dowiemy się w następnych numerach, ale jak na razie zapowiada się na najciekawszą opowieść z dotychczasowych. Kilka ostatnich stron tego komiksu to z kolei szybka historia jak Jackson z pomocą pewnej starszej pani stara się odnaleźć swego wroga. Cała ta podróż jaką odbył prowadzi go do jednego wniosku, który tylko w większym stopniu sprawia iż nie mogę się doczekać następnego numeru.

Deadpool (2012-) 040Deadpool #40, Marvel

scenariusz: Gerry Duggan oraz Brian Posehn, rysunki: Scott Koblish,

Po męczącym crossoverze w jakim uczestniczył ten tytuł ostatnio, nawet główny bohater potrzebuje chwili odpoczynku. Dzieje się to na łamach tego komiksu, który jest edukacyjną opowieścią o tym jak korporacje wydobywcze są wspaniałe i nie niszczą środowiska. Wszystko oczywiście w ujęciu typowego poczucia humoru. Dzięki temu dowiedziałem się jak przebiega cały proces wydobywczy, gdzie znajduje się jama człowieka kreta i człowieka lawy i Shumagorath, który ewidentnie ma coś wspólnego z Lovecraftem. Równocześnie wielkie korporacje chwaląc siebie, pokazują prawdziwe oblicze energii odnawialnych. Mocno mnie zaskoczyło jak bardzo jest to niebezpieczne. Z racji tego, że jest to niezwykle ważny temat dla społeczeństwa nie mogło się obejść bez gościnnych występów zaangażowanych gwiazd i tak pojawia się laureatka nagrody Emmy i dwóch komiksiarzy. O mały włos, a pojawiłby się nawet ktoś uważany za zmarłego! Jednak najbardziej spodobała mi się forma w jakiej został zrealizowany ten komiks. Całość przypomina książeczki do samodzielnego pokolorowania. Przez co kolory wyglądają jakby odpowiedzialne było za nie jakieś dziecko. Wszystko pokolorowane kredkami, przy czym co chwila ktoś nie mieścił się i wychodził po za linie. Trochę mnie to rozczuliło. Dodatkowo w środku numeru jest kilka gier typu znajdź wyjście z labiryntu, wykreślanka, połącz kropki, aby utworzyć obrazek i krzyżówka. Naprawdę lubię te przerywniki w tej serii. Nie wszystkie były udane, ale w każdej z nich twórcy wspaniale bawią się obraną konwencją i widać, że poświęcają trochę czasu, aby dopracować to pod wieloma względami. Ostatnio Deadpool cały czas ma tendencję zwyżkową, co bardzo mnie cieszy. Ciekaw jestem tylko jak długo to jeszcze potrwa.