Archiwum

Posts Tagged ‘The Walking Dead’

#398 Vadu Amka i jego konsole

Vadu Amka to belgijski artysta, który zajmuje się custamizacją starych konsol. W naszym kraju może nie jest to takie popularne, ale bardziej wgłąb Europy, w USA lub Japonii to bardzo popularny trend. Polega on na nadaniu unikalnych cech jakiemuś przedmiotowi. Tak, aby był wyjątkowy, a klient otrzymał rzecz skrojoną idealnie dla niego. Poniżej mamy kilka przykładów konsol nawiązujących do znanych gier. Efekt końcowy to moim zdaniem istne mistrzostwo świata. Małe dzieła sztuki. Szkoda tylko, że przy okazji cena jest równie kosmiczna. Jednak z drugiej strony jak zobaczy się poradniki, w których artysta pokazuje jak iść w jego ślady i ile wkłada w to pracy, to wtedy zaczyna to wszystko wyglądać bardziej rozsądnie. Jeśli ktoś z was posiada za dużo gotówki luzem to zapraszam tutaj. Chociaż mi osobiście byłoby żal grać na taki pięknym sprzęcie. No zobaczcie sami.

 

Reklamy

#218 The Walking Dead – najlepsza gra 2012 roku

Jakiś czas temu, podczas pełnego emocji podsumowania trzeciego sezonu telewizyjnego serialu The Walking Dead, wspomniałem również o grze komputerowej opartej na tej samej licencji. Napisałem o tym tekst, który najpierw pojawił się na Kolorowych Zeszytach, a teraz publikuję go tutaj. Może ktoś nie miał jeszcze okazji go przeczytać.

Pamiętam gdy pierwszy raz zasiadłem do tej gry. Początkowa scena podczas której poznajemy głównego bohatera (w drodze do więzienia) kompletnie mnie nie zainteresowała. Dotrwałem jakoś do pierwszej walki z zombie i wyłączyłem grę. Nie znalazłem nic, co miałoby mnie przytrzymać na dłużej przed ekranem. Cała sekwencja mająca być wprowadzeniem do fabuły strasznie mi się dłużyła. Dodatkowo mechanika typowej gry point-and-click narzuciła mi jej obraz, jako liniowej i monotonnej przygodówki.

166

Szczerze przyznam, nie pamiętam, co mnie zachęciło, aby powrócić do tego tytułu. Zapewne ogólna medialna wrzawa i okrzyki zachwytu, które w pewnym momencie napływały dosłownie z każdej strony. Znowu odpaliłem grę, pograłem godzinkę i wyłączyłem. Takim tempem powoli brnąłem do przodu. Tak to wyglądało mniej więcej do trzeciego epizodu, który swoją fabułą i zwrotami akcji pochłonął mnie bez reszty. Później już tylko pędziłem jak szalony, aby jak najszybciej poznać dalsze losy bohaterów.

 Jak wspomniałem na samym początku, gry przygodowe rządzą się swoimi prawami i nie inaczej jest też tutaj. Gracz ma ograniczone pole manewru, w ramach którego się porusza, przez co na każdym kroku widać odgórnie narzucone ograniczenia. Również zagadki w grze nie są szczególnie finezyjne. Klasycznie zmusza się gracza by użył konkretnego przedmiotu w przypisanym do tego z góry ustalonym miejscu. Nic skomplikowanego. W zależności od osoby, może to być uznane za plusy lub minusy. Trzeba jednak przyznać, że studio Telltels, dzięki temu, że sam gatunek narzucił im już jakieś ramy, mogło się skupić na fabule, postaciach i relacjach między nimi panującymi. Przyznam, nie mogę sobie przypomnieć innego tytułu, który wywiązałby się z  tego zadania równie dobrze.

426802843

 Fabuła opowiada losy kliku przypadkowych osób, które postawione w sytuacji ekstremalnej starają się jakoś przeżyć. Każda z postaci posiada inny charakter, ma własne cele i zależy jej na ich realizacji. Dzięki temu pierwszy raz od bardzo dawna siedząc przed komputerem interesował mnie los bohaterów gry. Jednych lubiłem i robiłem wszystko by przeżyły jak najdłużej. Inni za to mnie denerwowali i zastanawiałem się jak ich się pozbyć. Jest w grze kilka takich momentów, w których szybko trzeba zadecydować, której z postaci udzielić pomocy i przyznam, że kilka razy miałem z tym problem. Raz nawet zastanawiałem się, czy nie zacząć jednego epizodu od początku, tylko po to, aby uratować jedną z bohaterek.

W ogóle granie na emocjach, wyszło twórcom genialnie. Przez cały drugi epizod towarzyszył mi niepokój związany z miejscem, w którym działa się akcja. Na początku ostatniego epizodu zrobiło mi się wręcz słabo. Jednak moim zdaniem najciekawsze i najbardziej przejmujące są wszystkie sceny z dziećmi, co najbardziej widać od końcówki trzeciego epizodu. Wywołał we mnie olbrzymi smutek i nie mogłem uwierzyć w to co widzę na ekranie. Dwóch rodziców, umierające dziecko, wynikające z tego pewne konsekwencje oraz główny bohater, który decyduje się na niewyobrażalne poświęcenie. Muszę przyznać, że wzruszyłem się podczas tego fragmentu. Następnie makabryczna scena podczas, której para głównych bohaterów znajduje małego chłopca na poddaszu i jej konsekwencje na podwórku za domem. Nie przychodzi mi na myśl żadna inna gra, która tak silnie by na mnie oddziaływała, na tak wiele różnych sposobów. Oczywiście nie można zapomnieć również o samym końcu gry, który jest kolejnym przykładem umiejętnego wykorzystania potencjału drzemiącego w dziecięcych postaciach. Ogólnie rzecz ujmując, to od trzeciego epizodu smutek już mnie nie opuszczał, co najwyżej na chwilę ustępował miejsca strachowi lub lekkiemu obrzydzeniu.

20121224070800

 Tak, ten tytuł momentami jest niesmaczny i dość mocno dołujący, co z pewnością sprawia, że nie jest to pozycja dla wszystkich. Jednak nie mówię tutaj o krwistych scenach, które wynikają z samej fabuły i żywych trupów. Jest to gra, która w dość sugestywny sposób porusza drażliwe i trudne tematy takie jak: kanibalizm, walka o przetrwanie, zastraszanie, morderstwa. Równocześnie gracz nie pozostaje biernym obserwatorem, lecz jest zmuszany do uczestniczenia w rozwiązaniu problemu. Musi podejmować trudne decyzje, którego z bohaterów poświęcić w imię dobra dla ogółu (to nigdy nie jest prosty wybór). Jednak najbardziej zszokowany byłem początkiem ostatniego epizodu, gdy moim zadaniem był pomoc głównemu bohaterowi w operacji. Była ona dość sugestywnie przedstawiona, do tego swą mechaniką zmusza gracza do bardzo aktywnego uczestnictwa. To wszystko sprawiło, że powróciły wspomnienia z dzieciństwa spędzonego w szpitalach i zrobiło mi się wręcz słabo. Ciało bolało mnie jeszcze kilka godzin po skończeniu gry.

 Podsumowując wszystko co napisałem powyżej, śmiało mogę powiedzieć, że The Walking Dead to najlepsza gra w jaką miałem okazję zagrać w 2012 roku. Jest to wciągająca opowieść, pełna ciekawych i co najważniejsze „żywych” bohaterów. Dzięki temu bardzo mocno zakorzeniła się gdzieś w mojej świadomości i pomimo tego, że przestałem w nią grać już kilka miesięcy temu, to ciągle gdzieś tam siedzi w mojej głowie i nie chce odejść. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to gra dla każdego z powodu tematyki i przemocy. Jednak trzeba pamiętać, jest to tylko nieodłączna część opowieści o zombie. Natomiast jeśli damy jej szansę to już po pierwszej godzinie zapomnimy o potworach, zanurzymy się w opowieść, relacje między bohaterami i dzięki temu przeżyjemy jedną z najbardziej przejmujących opowieści jakie wypuściła branża gier komputerowych. Bez wątpienia byłoby grzechem to ominąć.

#209 The Walking Dead – koniec sezonu trzeciego i dlaczego mnie to cieszy

The Walking Dead to serial dzięki, któremu z Roberta Kirkmana stała się gwiazda, a z jego opowieści o żywych trupach wielka rozpoznawalna marka szturmem wdzierająca się do każdej gałęzi popkultury. Wszystko rozpoczęło się jednak od komiksów, które pomimo swoich wad i przewidywalności, cały czas świetnie się czyta. Czasem epatują nadmierną przemocą, scenariuszowe zagrania scenarzysty nie robią już takiego wrażenia jak na początku, jednak nadal jest to warta pozycja, którą warto się zainteresować. Powstała również gra komputerowa wydana przez Telltale Games, opowiadająca na tej samej zasadzie co komiks, losy kilku rozbitków w czasie apokalipsy zombie. Jak dla mnie to najlepsza gra zeszłego roku, o czym w najbliższym czasie napiszę większy tekst. W międzyczasie tego wszystkiego powstał również serial telewizyjny, którego kilka dni temu zakończył się sezon trzeci. Mówiło się o tym wszędzie, wiele osób czekało na ten moment z niecierpliwość, a ja otrzymałem dokładnie to czego się spodziewałem i szczerze przyznam, odetchnąłem z ulgą.

604002_642412962451532_1190477272_n

Ten serial jest w sumie dość nudny i niestety jest tak od samego początku. Długo się zbierałem w sobie, aby przyznać to głównie przed samym sobą. Od dawna łamię się, czy oglądać kolejne odcinki i jak na razie finał trzeciego sezonu sprawił, że już nie mam ochoty na więcej. To, że wiało nudą, jeszcze jestem w stanie zrozumieć. Opowieść snuje się swoim leniwym tempem, całość jest mocno przegadana i jestem w stanie się z tym pogodzić. Swoją drogą od tej serii nie oczekuję szybkiej akcji. Jednak robienie z widza idioty, to coś czego nie mogę znieść i zawsze mnie mocno denerwuje. Pod tym względem ostatni odcinek jest chyba opus magnum całego serialu.

526930_640792555946906_2068699361_nPoniższy akapit będzie zawierał spoilery, więc jeśli ktoś nie oglądał jeszcze serialu, lub zakończenia trzeciego sezonu to powinien go opuścić. Pierwsze co mnie mocno zdenerwowało to postawa Carla. Chłopak ma może z 12 lat, który zdaję sobie sprawę, dorasta w bardzo ekstremalnych warunkach, jednak jego postawa mnie z jednej strony śmieszy, a z drugiej denerwuje. Pozuje na zimnokrwistego zabójcę gotowego zabić każdego, kogo jeszcze do tej pory nie wykończył jego słaby psychicznie ojciec z powodu swoich błędnych decyzji. Dziecko w takiej roli, moim zdaniem wygląda bardzo niewiarygodnie i patrzyłem na to z politowaniem. Następna kwestia i to chyba najbardziej niedorzeczna w tym odcinku to zachowanie Gubernatora. Po nieudanym ataku na drużynę Ricka przebywających w więzieniu, ludzie z Woodbury udają się w popłochu do ucieczki. Pędzą samochodami po jakiejś opuszczonej drodze, dopóki wszystkich nie zatrzymuje Gubernator. Uciekinierzy wychodzą z samochodów, nawołują do dalszej ucieczki, na co nasz zły charakter otwiera do nich ogień. Jak nigdy nic, strzela sobie do swych ludzi. Zabija na dzień dobry z 10 osób, a co w tym czasie robi reszta? Nic. Taka w pełni naturalna reakcja, gdy stoisz uzbrojony, a obok ciebie ktoś zabija Twoich towarzyszy. Ręce mi opadły i naprawdę nie wiedziałem jak mam zareagować na to. Z jednej strony chciało mi się śmiać, z drugiej byłem zły, że ktoś robi ze mnie idiotę. Sceny z uwięzioną Andreą w jednej celi z umierającym człowiekiem to kolejny przykład głupoty. Kobieta jest uwięziona z przyszłym zombie i zamiast starać się jak najszybciej uwolnić, to wdaje się z nim w pogaduchy. Wisienką na torcie było natomiast zakończenie odcinka, w którym Rick ze swoją drużyną postanawia przygarnąć i zameldować pozostałych ludzi z Woodbury u siebie w więzieniu. Zauważyłem, że były to głównie kobiety i dzieci, ale kilka odcinków temu Ci sami ludzie chętnie wydawali wyroki śmierci i domagali się jej podczas pseudo rozrywki z udziałem zombie w poprzednim miejscu zamieszkania. Nie ma to jak wprowadzić sobie do względnie bezpiecznego miejsca zamieszkania zwyrodniałych psychopatów.

Jakiś czas temu podczas oglądania The Following oraz The Arrow moja konkubina wymyśliła ciekawą zasadę 3 facepalmów w ciągu 5 min. Polega to na tym, że jeśli jakiś serial zaliczy 3 spore wpadki w ciągu 5 min, co do czego jesteśmy oboje zgodni, to przestajemy go oglądać. Zdaję sobie sprawę, że The Walking Dead nie łapie się do tej teorii, jednak zakończenie ostatniej serii powoduje, że przynajmniej na razie nie mam ochoty dalej oglądać tego nudnego i głupiego serialu. Ja już nie czekam na dalszą część i moim zdaniem ten serial robi więcej złego dla komiksowej serii niż dobrego. Mam nadzieję, że Kirkman nie przesadzi z eksploatacją swojej flagowej serii.