Strona główna > komiks > #357 Daredevil Ultimate Collection Vol.3, scen. Brian Michael Bendis, rys. Alex Maleev

#357 Daredevil Ultimate Collection Vol.3, scen. Brian Michael Bendis, rys. Alex Maleev

IMG_20141027_192443Wreszcie udało mi się przeczytać ostatni z tomów z przygodami Daredevila tworzony przez zasłużony duet dla tej postaci, czyli Bendisa i Maleev’a. Ku mojemu zdziwieniu zajęło mi to znacznie mniej czasu niż przy poprzednich dwóch tomach, co dobrze zwiastuje kolejnym częściom. Oby tak było.

Wracając jednak do samego wydania zbiorczego. Zawiera ono trzy większe opowieści, których przewodnim tematem jest ujawnienie prawdziwej tożsamości Śmiałka i przez to doprowadzenie do jego upadku. Zostało to zawarte w oryginalnie wydanych zeszytach Daredevil #66-81. Ponadto dostajemy opowieść What If Karen Page Had Lived? oraz Ultimate Marvel Team Up #6-8, które dla mnie są totalną porażką. Jednak o tym trochę później.

Jak widać, jest co czytać i w sumie każda kolejna opowieść jest coraz lepsza. Najpierw poznajemy losy Alexandra Bont’a, miejscowego bosa świata przestępczego za czasów początków działalności głównego bohatera. Oczywiście Matt nie mógł pozwolić mu na zbyt długie rządy i wysłał go za kratki, dzięki czemu zyskał kolejnego potężnego wroga. Gdy ten wychodzi na wolność po wielu latach odsiadki, jako stary człowiek, przystępuje do planu mającego na celu zdemaskowanie prawdziwej tożsamości Daredevila. Najbardziej urzekła mnie w tej historii jej forma. Całość została opowiedziana dwutorowo. Z jednej strony jest teraźniejszość, w której Bont wraz z Gladiatorem pastwią się nad głównym bohaterem. Z drugiej strony są wspomnienia Alexandra i jego dni chwały kiedy piął się po szczeblach kariery przestępczej i kolejne IMG_20141027_192633spotkania z Murdock’iem. Przeszłość, od strony graficznej została wystylizowana na odpowiednie czasy. Zaczynając od czarno białych rysunków, przechodząc przez pierwsze kolory z żółtym strojem Daredevila, a kończąc na mroku i dusznym klimacie jaki serwuje czytelnikom Maleev od samego początku tego runu.

Następnie scenarzysta zaprezentował czytelnikom dekalog Śmiałka w pięciu odsłonach. Czyli odwiedziny na spotkaniu terapeutycznym dla ludzi dotkniętymi poniekąd działaniami Daredevila prowadzonym w pobliskim kościele. Opowieść poprzedzona wspaniałymi okładkami i niestety z trochę słabszym zakończeniem. Jednak cała fabuła przybliża nam przeplatające się wzajemnie losy kilku postaci. Młodej kobiety spędzającej swe życie jako ozdoba ramienia miejskiego mafiosa, a następnie będąc świadkiem sytuacji kiedy to Matt ogłosił się Kingpinem Hell’s Kitchen. Młodego mężczyzny, który stara się pomóc swojemu odsiadującemu wyrok ojcu. Kobiety, która nie zdawała sobie sprawy, iż jej małżonek jest masowym mordercą i dodatkowo skrywał pewien sekret. Samotnej matki, której ukochana córka popełnia samobójstwo po tym, jak została zakładniczką w napadzie na bank. Z pewnością warto zwrócić w tych kilku numerach uwagę jak ciekawie została zaprezentowana postać Daredevila. Każda z osób dzieląca się swoimi odczuciami skupia się na innym aspekcie tej postaci budując coraz bardziej jego legendę. Dodatkowo opowieści te w ciekawy sposób łączą się wzajemnie tworząc dość spory konflikt między uczestnikami terapii i tym samym doprowadzając do wielkiego finału. Tutaj niestety następuje moment kiedy cała ta opowieść traci swój urok. Nie kupuję rozwiązania jakie pojawia się na końcu i pomimo tego, że jest to opowieść o superbohaterach to postać małego demona po prostu tutaj nie pasuje. Niszcząc cały misternie zbudowany klimat.

IMG_20141027_192839Trzecią i zarazem najlepszą częścią tego tomu jest opowieść wielkiego przekrętu Wilsona Fiska. Dzięki szwindlowi chce uniknąć wieloletniej odsiadki. Plan polega na sprzedaniu wymiarowi sprawiedliwości prawdziwej tożsamości Daredevila w postaci tajemniczych akt zawierających całą wiedzę jaką posiada on na temat swego największego wroga. To co dzieje się potem to misternie uknuty plan w sześciu aktach, który z każdą kolejną stroną trzyma coraz bardziej w napięciu. Wszyscy starają się jak najszybciej dotrzeć i zachować dla własnych celów tajemnicze akta. Pojawia się Bullseye, Elektra, White Tiger w nowej odsłonie, Iron Fist, Luke Cage, czy organizacja The Hend. Całość komplikuje się w bardzo szybkim tempie, a kończy na sali sądowej. Gdzieś po drodze zahaczając o Night Nurse i jej oddział szpitalny dla trykociarzy. Całość została misternie uknuta i poprowadzona w niezwykle wciągający sposób. Do samego końca nie można być niczego pewnym, kilka razy następuje wiele zmieniających zwrotów akcji. Opowieść jest na tyle barwna aby pomieści zarówno kilka bardzo widowiskowych scen akcji jak również żmudne, powolne, ale niezwykle pasjonujące śledztwo prowadzące do wielkiego finału. Warto zwrócić uwagę na to, jak cała ta sytuacja wpływa na Matta i jego życie prywatne. Wszystko spotyka go w momencie kiedy wychodzi na prostą, wraca do żony i postanawia wieść spokojne życie. Oczywiście tak szybko jak pojawił się ten plan, tak samo szybko upadł, z pomocą przychodzi kilku przyjaciół, którzy są w stanie zrobić naprawdę wiele. Cieszy mnie również moment w którym Bendis zwraca uwagę na amerykańskie sądownictwo, które jest totalnie nieprzystosowane do sytuacji w której ma osądzić bohatera bezsprzecznie winnego. W momencie kiedy ręczą za niego inni super bohaterowie i składają zeznania potwierdzające jego wielkie zasługi dla społeczeństwa i kraju. Dobrze jak w takiej opowieści o ludziach chodzących w głupich przebraniach i walących się po pyskach z sobie podobnymi, twórcy starają się spojrzeć jakość szerzej na cały temat z różnych punktów widzenia.

Jak dla mnie cały tom mógłby się spokojnie zakończyć w tym miejscu odchodząc w blasku chwały. Jednak wydawnictwo postanowiło nabić jeszcze kilka stron. O ile alternatywna opowieść w której Karen Page żyje i wszystko zależało od kilku centymetrów w lewo lub w prawo jest nawet ok. Chociaż mam wrażenie jakbym czytał po raz kolejny to samo, to w interesujący sposób podchodzi do tematu. Niestety trzy numery Ultimate Marvel Team Up #6-8 moim zdaniem są kompletnie zbędne i dodane na siłę. Dzięki nim po raz kolejny czytelnik poznaje origin Punishera, w który na siłę został wpleciony niewidomy adwokat i głupkowaty Spider-Man. Jeden jak zawsze zabija przestępców, drugi stara mu się przemówić do rozsądku i powstrzymać, a trzeci pojawia się w tle z durnymi żartami. Dodatkowo całość została koszmarnie i w wielu miejscach nieczytelnie narysowana, co tylko uwypukla jak bardzo marny jest to twór.

Wiele dobrego słyszałem o efekcie wspólnej pracy panów Bendisa i Maleeva. Równocześnie zawsze miałem jakąś dziwną sympatię do głównego bohatera pomimo tego, że praktycznie nie znałem jego przygód. Jakiś czas temu postanowiłem to zmienić i zacząłem swoją przygodę właśnie od tomów zbierających historie tego duetu. Po lekturze mogę bez wątpienia potwierdzić, że jest to świetna pozycja. Ma oczywiście swoje słabsze momenty, ale jako całość w pełni zasługuje na wszelkie dobre słowa jakie można przeczytać w wielu miejscach w sieci. Bardzo dobra, przemyślana i ciekawa fabuła. Mroczny, gęsty i idealnie pasujący klimat. Złożone, wielobarwne postacie przedstawione z szerszego punktu widzenia. To wszystko sprawia, że od samego komiksu naprawdę trudno jest się oderwać. Teraz w kolejce przede mną czekają kolejne tomy w wykonaniu Brubarkera i Larka na które patrzę z wielkim optymizmem.

Advertisements
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: