Strona główna > film > #296 Escape Plan, reż. Mikael Håfström, scen. Miles Chapman

#296 Escape Plan, reż. Mikael Håfström, scen. Miles Chapman

EPNajpierw przez kilka dni próbowałem napisać ten tekst i kompletnie nic mi nie wychodzi. Nie potrafiłem sklecić kilku sensownych zdań i powoli zaczynałem podejrzewać, że się uwsteczniam. Jak już go w bólach popełniłem, dałem go do szuflady by się odleżał dzień lub dwa i zapomniałem o nim na całe trzy tygodnie.

Ostatnio po tym jak wróciłem po ciężkim dniu, chwilę się zrelaksowałem, znowu zasiadłem do pracy. Jakoś tak zeszło mi na niej do prawie 22 i pomimo późnej godziny i świadomości, że pewnie za niedługo zasnę, miałem przemożną ochotę obejrzeć jakiś film. Dlatego też nie mogło to być nic ambitnego, więc padło na Escape Plan z Sylvestem Stallone oraz Arnoldem Schwarzeneggerem w rolach głównych. Ku mojemu zaskoczeniu, nie zasnąłem, obejrzałem film do samego końca i jeszcze świetnie się przy tym bawiłem. Jednak wszystko po kolei.

Plan ucieczki to historia Ray’a Breslina (Stallone). Człowieka po przejściach, który zarabia na życie uciekając z więzień. Dzięki temu wytyka błędy służbom więziennictwa, zarabia na dostatnie życie i utrzymuje przestępców we właściwym miejscu. Jednak pewnego dnia zgłasza się do niego tajemnicza kobieta, podająca się za pracownicę którejś z rządowych agencji i składa mu propozycję.  Musi uciec z tajnego więzienia sponsorowanego z pieniędzy prywatnych inwestorów. Instytucja ta jest poza wszelką kontrolą, jednak posiada aprobatę państw, które czasem same korzystają z jego usług. Jest to przybytek przeznaczony dla ludzi, którzy mają zniknąć, jednak są zbyt wartościowi aby ich zabijać.  W takie miejsce trafia nasz bohater i szybko orientuje się, że wpadł w zastawioną na niego pułapkę, a jedynym jego sojusznikiem okazuje się Emil Rottmayer (w tej roli Schwarzenegger). Od tej chwili muszą razem współpracować, aby odzyskać wolność i wyjaśnić zagadkę kto stoi za całym spiskiem.

Powstaniu tego filmu bez wątpienia przyświecał ten sam cel jak podczas realizacji dwóch części Niezniszczalnych, czyli powrót do kina akcji lat 80 XX. wieku. Dzięki temu odbyłem miłą podróż do mojego dzieciństwa. Znowu przypomniałem sobie wiele filmów, na których się wychowałem, a których wtedy z pewnością nie powinienem był oglądać. Pełnych niesamowitych akcji, brutalnych scen, ale również opowieści gdzie dobro zawsze zwyciężało, karząc złych za ich niecne uczynki. Czasów wielkich bohaterów z jeszcze większymi spluwami. Tutaj wszystko jest jakby z poprzedniej epoki. Główni bohaterowie to prawdziwi twardziele co jakiś czas rzucający one linerami. Równocześnie każdego z nich popycha do działania ckliwa historyjka z tragedią rodzinną w tle, przez co stają się bardziej ludzcy. Ich przeciwnicy to z kolei do cna zdegenerowane jednostki, które dla pieniędzy są w stanie zrobić wszystko.

Poza ciekawą i niezobowiązującą fabułą moją uwagę przykuło również miejsce przetrzymywania głównych bohaterów. Jest to więzienie gdzie absolutnie każdy jego aspekt został dokładnie przemyślany pod kątem uniemożliwienia ewentualnej ucieczki. Zostało to osiągnięte głównie za pomocą pogwałcenia wszelkich obowiązujących praw skazańców z poszanowaniem godności osobistej na czele. Wszystko to zostało dość logicznie i sprawnie wyjaśnione, a samo miejsce ulokowania więzienia mnie mile zaskoczyło.

Film ten sprawił mi wiele przyjemności. Spodziewałem się w sumie marnego kina akcji, a otrzymałem w zamian naprawdę miłą i przyjemną rozrywkę na wieczór. Co prawda wszystko jest do bólu przewidywalne, ale akcja jest na tyle ciekawa, że ani przez chwilę się nie nudziłem. Dzięki temu, dotarłem do końca, gdzie wszystko kończy się w jedyny możliwy sposób, przy czym zajęty miłą rozrywką, nie domyśliłem się rozwiązania historii przed końcem seansu. Dla mnie był to udany powrót do filmów akcji mojego dzieciństwa i jeśli ktoś tak jak ja wychowywał się w latach 80 XX wieku podczas seansu powinien się świetnie bawić.

%d bloggers like this: