Strona główna > film > #290 Wilk z Wall Street, reż. Martin Scorsese, scen. Terence Winter

#290 Wilk z Wall Street, reż. Martin Scorsese, scen. Terence Winter

wilk-z-wall-street-plakatPamiętam gdy pierwszy raz zobaczyłem trailer tego filmu, siedząc w kinie, czekając na projekcję. Pierwsza moja myśl była – tego ścierwa na pewno nie obejrzę. Jednak potem pod wpływem nominacji do Oscara, które swoją drogą już dawno przestały być wyznacznikiem czegokolwiek oraz pozytywnych recenzji znajomych postanowiłem dać się skusić. W ten sposób zmarnowałem trzy godziny swojego życia, których nikt nigdy mi już nie zwróci i w dodatku zepsułem sobie sobotni wieczór.

Film opowiada historię Jordana Belforta, brokera, który w oszałamiającym tempie zrobił zawrotną karierę na Wall Street. Lecz jego szczęście nie trwało długo ponieważ z powodu prowadzenia życia pozbawionego wszelkich zasad bardzo szybko zwrócił na siebie uwagę FBI. Jak to się dla niego skończyło każdy z nas bez problemu jest w stanie przewidzieć.

Jednak prawdziwa recenzja tego filmu powinna brzmieć mniej więcej tak: cycki, dupy, koks, masa pieniędzy, szkolenia sprzedażowe, golenie głowy lasce za pieniądze, które postanowiła przeznaczyć na powiększenie sobie cycków, imprezy, szybkie samochody, cycki, seks, wóda, cycki, oszukiwanie klientów, szybka kasa, cycki, koks,  cycki, koks, rzyganie, wóda, znowu szybka kasa i cycki i tak przez trzy godziny. To wszystko jest oczywiście przeplatane mnóstwem przekleństw i samczego zachowania, dzięki czemu z ekranu dosłownie wylewa się testosteron. Sam jestem facetem, nie zawsze zachowuję się jak dżentelmen, czasem bywam jak świnia. Jednak oglądając ten film czułem zażenowanie z powodu obrazu mężczyzn jaki prezentuje. Jeśli tak zachowuje się „prawdziwy mężczyzna sukcesu”, „rekin finansjery” to ja naprawdę dziwię się kobietom, że chcą z nami w ogóle rozmawiać. Chociaż babom też się obrywa w tym filmie. Wychodzi na to, że wszystkie żony bohaterów wiedziały, że są zdradzane, a ich mężowie zbijają fortuny tylko i wyłącznie na oszustwach. Mimo to nie decydowały się na rozstanie. Wiadomo jak to o nich świadczy.

Zdaję sobie sprawę, że ten film momentami może wydawać się zabawny jednak polecam przejść przez kilka szkoleń sprzedażowych lub pracę z klientami oszukanymi przez tak wspaniałych sprzedawców i od razu każdemu uśmiech zejdzie z twarzy. Pamiętam momenty kiedy dzwonili do mnie osiemdziesięcioletni ludzie, którzy z trudem obsługiwali telefon stacjonarny, a na umowie mieli jeszcze internet i telewizję. Oczywiście wszystko nie podłączone, komputera w domu brak, ale płacić trzeba. Pomijam kwestie etyczne takiego zachowania, ale jest to po prostu chamstwo i każdemu kto się tak zachowuje życzę, aby ktoś też go tak załatwił wraz z całą jego rodziną.

Nie rozumiem również tych zachwytów nad genialną grą aktorską Leonarda Di Caprio. Albo udaje totalnie odurzonego wszelkimi możliwymi substancjami, albo jest w otoczeniu cycków lub niemiłosiernie się wydziera odmieniając w każdy możliwy sposób słowo „fuck”. Jest w tym bardzo marny i znacznie lepsze kreacje stworzył chociażby w Django lub Drodze do szczęścia, żeby daleko nie szukać. Wystarczy przejść się na dowolną imprezę masową i bez problemu znajdzie się lepszych „aktorów”, którzy ledwo stojąc na nogach dają znacznie większy popis umiejętności aktorskich i jakoś do Oscara nikt ich nie nominuje.

Gdzieś czytałem, że jest to najbardziej kasowy film w dorobku Martina Scorsese i jest mi z tego powodu przykro. Patrząc na jego filmografię widzę sporo dobrych, wartościowych filmów, ale dopiero taki szmatławiec okazał się hitem. Może to ja jestem ograniczony i nie potrafię dostrzec kunsztu tego filmu. Jednak naprawdę nie widzę w nim nic wartościowego. Jest nudny, chamski do bólu, nieśmieszny, stanowczo za długi i po seansie wychodzi na to, że wystarczy pokazać mnóstwo cycków i kokainy, aby wszyscy byli zachwyceni. Czy to nie świadczy źle o nas wszystkich? Jedyne co mnie zastanawia po projekcji to jakim cudem w dobie wszechogarniającego silikonu twórcom udało się znaleźć tak wiele kobiet z naturalnym biustem. Kastingi musiały trwać wiecznie.

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: