Strona główna > komiks > #174 Wiktor i Wisznu, scen. i rys. Jeroen Funke

#174 Wiktor i Wisznu, scen. i rys. Jeroen Funke

Muszę się przyznać do czegoś. Biorąc do ręki ten raczej mały i niepozorny komiks zbagatelizowałem go. Może to przez różową okładkę lub dziwne postacie na niej w stylistyce lekko kreskówej. Jednak to co znalazłem w środku przerosło moje oczekiwania. Znowu czułem się jak podczas czytania Alieena Lewisa Trondheima. Pod płaszczykiem prostej kreski i mogłoby się wydawać szaty graficznej skierowanej dla dzieci, otrzymałem miejscami bardzo dziwne, zaskakujące i oderwane od rzeczywistości historie o dwóch przyjaciołach.

Sam tomik zawiera cztery nieme opowieści o wydawałoby się dwóch przyjaciołach. Mówię, że wydawałoby się ponieważ w jednej opowieści ich współzawodnictwo budzi w nich mordercze instynkty względem siebie. Przygody ich są dość abstrakcyjne i podczas lektury czytelnik ma okazję zobaczyć jak jedna z postaci pakuje się w karton i wysyła na tropikalną wyspę. Podczas, gdy drugi osobnik wielce zaintrygowany całą sytuacją, podąża jego tropem. Innym razem nasi bohaterowie przy użyciu tarki mielą się na wiórki i przepychają  przez tajemniczą dziurę w ścianie, którą przypadkiem znaleźli pod tapetą.Jednak moim zdaniem najlepszą opowieścią jest ta, w której razem grają w grę komputerową. Najpierw grają razem, po czym jeden uśmierca drugiego w wirtualnym świecie. W efekcie tego pokonany i trochę obrażony, kładzie się na kanapie i spędza czas z książką. Jednak podczas czytania, tak mocno pracuje jego wyobraźnia, że udaje mu się dołączyć do wirtualnego świata ponownie i pokonać swego przyjaciela. To wszystko dzięki swej wyobraźni. Ta historia mogłaby być pokazywana nastolatką jako metafora pochwały i zachęta do czytania książek.

Nie miałem w planach zakupu tego komiksu i szczerze, to nie wiem co mnie skłoniło, aby to zmienić.  Wiktor i Wisznu to mocno oderwana od rzeczywistości opowieść, do której podszedłem bez jakichkolwiek oczekiwań. Dzięki temu spędziłem z tym komiksem kilkadziesiąt minut bardzo dobrej rozrywki. Śmiało można postawić ten komiks obok już tu wymienianego komiksu Alieen lub Mister O oraz Mister I również autorstwa Trondheima. Wszystkie one zawierają w równym stopniu to samo stężenie absurdu i dobrego humoru.

Dodatkowe pochwały należą się polskiemu wydawcy Centrala, za bardzo ładne i na poziomie wydanie. Sam album jest w sztywnej okładce ze skrzydełkami. Całość została wydana w czerni i bieli na offsetowym grubym papierze i wszystko to razem sprawia, że sam komiks świetnie trzyma się w dłoni. Bez wątpienia, wart jest każdej złotówki wydanej na niego i cieszy mnie, że zasilił moją skromną kolekcję.

  1. K
    31 Październik 2012 o 22:26

    Komiks jest świetny. Dostałam go w prezencie i mnie także mocno zaskoczył. Prosta kreska i absolutnie świetne kadrowanie. Dynamiczne? Filmowe? Trudno mi dokładnie określić, ale niesamowicie buduje klimat komiksu. Czekam na nowe wydawnictwo autora. Nabędę na pewno.

  1. 19 Październik 2012 o 12:31

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: