Strona główna > komiks > #130 Bouncer scen. Alejandro Jodorowsky rys. François Boucq

#130 Bouncer scen. Alejandro Jodorowsky rys. François Boucq

Alejandro Jodorowski przyzwyczaił mnie już do tego, że w swoich opowieściach pod pretekstem snucia jakiejś historii głównie analizuje okrucieństwo i zło jakie potrafią serwować sobie ludzie nawzajem z różnych powodów. Równocześnie nie odmawiając sobie prawa do epatowania tym wszystkim.  Ten komiks pogłębił tylko moją małą teorię, a przy okazji pokazał jak świetnie scenarzysta rozumie zasady na jakich działa gatunek zwany westernem. Bouncer to klasyczna opowieść o poganiaczach bydła. Poznajemy historię trzech braci od ich narodzenia, wspólnego dojrzewania i pierwszych przestępstw, przez wielką kłótnię, która rozdzieliła ich na wiele lat i doprowadziła do smutnego finału.  Chodź spędzili swe życia w dużej mierze osobno, to cały czas przeplatały się ich losy i nawet jeśli nie wiedzieli o tym, to cały czas oddziaływali na swe życia.

Sam komiks to opowieść bardzo złożona i dobrze przemyślana. Od pierwszej strony widać, że wszystko tutaj jest na swoim miejscu praktycznie nie ma żadnego zbędnego kadru. Postacie, które są na początku epizodyczne i wydają się tylko mało istotnym tłem, w późniejszej części komiksu okazują się ważnymi  dla fabuły. Wszystko się z sobą łączy w sensowny sposób. Jest to również bardzo ponura i smutna historia, w której nawet jeśli już pojawiają się pozytywne akcenty, to tylko po to, aby zakończyć się w przerażający sposób. Jak to chyba zawsze u Jodorowskiego, tak i tutaj mamy kontakt z morderstwami, zdradami, ludobójstwem, matka głównych bohaterów jest prostytutką, skąpstwem, mordującymi się nawzajem rodzinami i wieloma innymi okropieństwami tego świata.
Mnie najbardziej spodobała się cała konstrukcja fabuły. Historia jest zawarta w pięciu numerach i rozpoczyna się jako typowa opowieść o zemście. Poznajemy młodego chłopaka, któremu zbuntowani żołnierze konfederatów po przegranej wojnie zabijają rodziców. Naszemu głównemu bohaterowi cudem udaje się uciec od śmierci. Następnie odnajduje swojego wuja,  tytułowego Bouncera będącego wykidajłom w podrzędnym saloonie. W tym momencie byłem pewien, że do samego końca komiksu fabuła będzie opowiadać drogę do zrealizowania zemsty. Jakże klasycznego tematu w westernach. Jednak wielkim zaskoczeniem dla mnie okazał się fakt, że czyn ten został już zrealizowany pod koniec drugiego tomu historii. Cała historia zapomina o naszym młodzieńcu, a głównym bohaterem opowieści zostaje Bouncer. Dzięki temu zabiegowi śledzimy losy bohatera nieszczęśliwego, wiecznie prześladowanego z powodu swego kalectwa i walczącego z wszelkimi przeciwnościami losu, które bardzo licznie dostarczało mu życie.
Co do warstwy graficznej, trzeba przyznać, że dobrze oddaje klimat komiksu. Bardzo realistyczna kreska, utrzymana w raczej pastelowej palecie świetnie oddająca piaskowe i raczej pozbawione zieleni krajobrazy amerykańskiej prerii. François Boucq dobrze wyczuł pesymistyczny klimat całej opowieści i przelał to uczucie na swe ilustracje. Jednak to jak dobrze tym dwóm twórcom współpracuje się razem można też zaobserwować przy innej ich pracy, a mianowicie „Księżycowa Gęba” również wydanej w naszym kraju.
Co do wydania, to jak zwykle jest to świetna robota, do czego Egmont już zdążył przyzwyczaić swoich czytelników serią Plansze Europy. Wszystkie pięć tomów zebrane w twardej oprawie na kredowym (chyba, w każdym bądź razie na gładkim) papierze, ze świetnymi kolorami. Co prawda cena poraża jak na wydanie za jednym zamacham, ale w przeliczeniu na ilość albumów w środku to wcale nie jest tak drogo. Brakuje tylko może jakiś dodatków w tomie, ale widać nie można mieć wszystkiego.
Dla mnie Bouncer to dobrze zrealizowany western z  ciekawą opowieścią, świetnymi wielowymiarowymi bohaterami, który jest świetnie przemyślany i opowiedziany od początku do końca. Gdybym był fanem westernu postawiłbym go obok klasyki gatunku na półce i dołączyłby do moich ulubionych dzieł. Niestety nie jestem i dlatego dla mnie jest to po prostu dobry komiks. Chodź muszę zauważyć, że przeczytałem go już tydzień temu, a on nadal siedzi w mojej głowie, co często się nie zdarza. Może przyjdzie jeszcze czas kiedy będę musiał zrewidować swoje zdanie na temat tego dzieła.
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: