Strona główna > codzienność > #70 dzień z przygodami

#70 dzień z przygodami

Byłem dziś u klienta na końcu świata (już za przepaścią gdzie statki wpadają) i tak mnie naszło na przemyślenia. Klient ma siedzibę swojej firmy już poza strefą Krakowa. Dojeżdżam autobusem do ostatniego przystanka jaki mi pasuje i wychodzi na to że resztę drogi muszę pociągnąć z buta. No to daję dwupasmówką z jednej strony i niespodzianka, kończy się chodnik. Więc przechodzę na drugą stronę, idę kawałek i znowu kończy się chodnik. Patrzę na przeciwną stronę z powrotem i niespodzianka, tam chodnika też nie ma. Okazało się, że muszę przejść tunelem pod dwupasmówką na drugą stronę. Tam oczywiście chodnik jest ale ostro odchodzący od mojej wyznaczonej trasy. W między czasie widzę jakiś autobus jak przejeżdża i nawet bus ale skąd i gdzie to ja nie mam pojęcia. Więc drałuję z buta dalej. W końcu dotarłem i to tylko z dwu minutowym opóźnieniem, więc całkiem w normie. Dobre przynajmniej to że wizyta się udała i było warto. Droga powrotna taka sama i cały czas dziękowałem, że mam playera z sobą bo bym już całkiem zwariował. Tak sobie w czasie spaceru doszedłem do wniosku, że fajnie jak takie dwupasmówki budują, ale jak jesteś autem! Jak go nie masz to jesteś w głębokiej d…

Jak już dotarłem do jakiejś cywilizacji to staję na przystanku, przyjeżdża tramwaj i widzę że jedzie na moją ulicę więc wsiadam. W pewnym momencie, kiedy tramwaj powinien zjeżdżać już w moją stronę, zatrzymał się, kierowca coś powiedział i polazł z powrotem do swojej kabiny. Nie zrozumiałem co mówił, ale jak jedzie do mnie to spoko. Pomyślałem że może jakąś inną drogą i tyle. No i pojechałem przez pół Krakowa, w końcu wysiadłem wściekły gdzieś w okolicach domu i znowu z buta.

Na mojej drodze stał jeszcze jeden punkt, czyli sklep i drobne zakupy. Wchodzę, szybko biorę co mi potrzebne i podchodzę do kasy. W tym momencie coś zaczyna warczeć i sapać za mną z domieszką takiego dźwięku jakby chciał kaszlnąć, ale nie potrafił. Obracam się patrzę i oczy przecieram. Stoi za mną jakieś babsko (bo płeć przeciwna dzieli się na kobiety i baby), tak na oko około 100 kg żywej wagi, wąs pod nosem i trzy purchawki na policzku. Stoi koło mnie w odległości łokcia i jęczy jakby skonać zaraz miała, to się odsuwam troszkę, a ta dalej do mnie. Zaczynam się bać i zastanawiać, że może jej w oko wpadłem i temu się tak przesuwa. Ja już w sumie nie mam gdzie uciec, jednak na szczęście przyszła moja kolej do płacenia, więc szybko w mig i ucieczka. Wszystko skończyło się dobrze i bez ofiar, na szczęście.

Kategorie:codzienność
  1. 28 Październik 2008 o 00:33

    Uffff…. już myślałam, że zapraskałeś babsko bagietką, albo raczej precelkiem bo je tam takie twarde macie😉 .

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: